Dezinformacja i fake news, chociaż nikt ich tak wówczas nie nazywał, od wieków były wykorzystywane w polityce. Rozpuszczane plotki miały zdyskredytować konkurentów w walce o władzę, fałszywe informacje – zdezorientować przeciwnika w czasie wojny albo sprowokować konflikt korzystny dla kogoś innego. Z czasem zaczęto produkować fałszywe dokumenty, mające uwiarygodnić rozpuszczane informacje.

Zjawisko to upowszechniło się w XX wieku, a dziś – dzięki Internetowi i mediom społecznościowym – może dotknąć każdego z nas. Każdy może paść ofiarą fałszywych informacji, wytwarzanych przez niektóre państwa, ich służby specjalne, grupy polityczne lub nawet pojedyncze osoby.

Dezinformacja wciąż najczęściej dotyczy bieżącej polityki, w coraz większym stopniu jednak zaczyna wpływać na dyskusje o historii i zbiorową pamięć. Wynika to z tego, że jest to sfera bardzo wrażliwa, kształtująca tożsamość grup i narodów. Sytuację komplikuje zaś fakt, że spory i dyskusje wokół historii są nie tylko nieuniknione, lecz także bardzo pożyteczne. Dyskusje historyków, oparte o fakty i rzeczowe argumenty, często pozwalają lepiej zrozumieć jakieś wydarzenia. Czasem takie debaty prowokują nowe badania, dzięki którym poszerza się nasza wiedza o przeszłości.

Niestety nie wszystkie spory o historię wyglądają w ten sposób. Szczególnie gorące dyskusje toczą się wtedy, gdy mamy do czynienia z konfliktami pamięci. Zdarzają się one wówczas, gdy dwie grupy – na przykład dwa narody – pamiętają jakieś wydarzenia zupełnie odmienne. Słowo „pamiętają” może mylić – chodzi wszak często wydarzenia, których już nikt osobiście nie pamięta, lub jest niewiele takich osób. Taka wspólna „pamięć” to po prostu zbiór wyobrażeń o historii. Kształtują ją rodzinne opowieści, szkoła, muzea, filmy, a dziś bardzo często także gry komputerowe.

Konflikty pamięci nasilają się, jeśli dotyczą wydarzeń związanych z przeszłością – wojen, prześladowań, masowych zbrodni. Czasami mówimy wręcz o prawdziwych „wojnach pamięci” (memory wars). A jak głosi znane powiedzenie „pierwszą ofiarą wojny jest prawda”. Chęć przekonania postronnych obserwatorów do swojej wersji wydarzeń sprawia, że czasem strony konfliktu sięgają po dezinformację.

Najprostszą formą dezinformacji jest propagowanie kłamstw, czyli mówiąc współczesnym językiem fake news. Chodzi nie tylko o nieprawdziwe informacje, ale także poddane obróbce zdjęcia i sfałszowane dokumenty. Coraz częściej pojawia się także nowe zagrożenie – tak zwany deepfake. Dzięki specjalnym programom możliwe jest dziś stworzenie filmu, prezentującego na przykład wypowiedź polityka, która nigdy nie padła w rzeczywistości. Wygląda ona jednak wiarygodnie, gdyż do jej wytworzenia wykorzystano prawdziwe nagrania.

Dezinformacja to jednak nie tylko fake news. Być może nawet groźniejsza jest jej odmiana wykorzystująca manipulację. Prawdziwy dokument albo zdjęcie, pozbawione informacji o miejscu i okolicznościach ich powstania, mogą posłużyć do przedstawienia fałszywej wizji przeszłości. Przykładowo zdjęcia z miejsc prawdziwych zbrodni opisuje się jako dotyczące zupełnie innych wydarzeń. Pozbawione kontekstu wypowiedzi historycznych postaci przytacza się jako „dowód” swoich tez.

Dezinformacja jest dziś szeroko obecna, także w tak bliskim nam świecie Internetu i mediów społecznościowych. W wojny pamięci wciągana jest Wikipedia, nieustannie pojawiają się próby manipulowania hasłami. Na YouTube dostępnych jest wiele filmików, w których o historii opowiadają „eksperci”, którzy wcale nie są prawdziwymi ekspertami. Na Facebooku i Twitterze co rusz pojawiają się zmanipulowane zdjęcia, zmyślone lub przekręcone cytaty z dokumentów. Również w dyskusjach o historii na Wykopie czy Reddicie używane są fake news i manipulacje. Do ich rozprzestrzeniania w sieci wykorzystywane są znane od dawna mechanizmy psychologiczne, a także nowe zjawisko – tak zwane „bańki informacyjne” tworzone przez algorytmy zarządzające dostarczaniem treści.

Czy oznacza to, że w Internecie nie ma wartościowych informacji o historii? Oczywiście są. W sieci odnaleźć można wiele ważnych i dobrych materiałów, także na wspomnianych portalach i w mediach społecznościowych. Wyzwaniem jest to, żeby odróżnić dezinformację od rzetelnej informacji. Na szczęście jest wiele metod, które mogą nam to ułatwić. Nie musisz być historykiem, by wykryć fake news i manipulacje odnoszące się do przeszłości! Powiedz nie dezinformacji!

Jak rozróżnić prawdę o przeszłości od historycznych fake news, jak nie dać się zmanipulować, dowiesz się z naszego pakietu edukacyjnego dla uczniów i nauczycieli poświęconego tematyce manipulacji i dezinformacji w polityce historycznej.

Zapraszamy na stronę www.hi-storylessons.eu

Autor: dr Łukasz Kamiński

Europejska Sieć Pamięć i Solidarność (European Network Remembrance and Solidarity – ENRS) jest międzynarodowym przedsięwzięciem, które ma na celu badanie, dokumentowanie oraz upowszechnianie wiedzy na temat dziejów Europy XX wieku i sposobów ich upamiętniania, ze szczególnym uwzględnieniem okresów dyktatur, wojen i społecznego sprzeciwu wobec zniewolenia. Członkami Sieci są: Polska, Niemcy, Węgry, Słowacja i Rumunia, a w jej gremiach doradczych zasiadają też przedstawiciele Albanii, Austrii, Czech, Estonii, Gruzji i Łotwy. ENRS we współpracy z partnerami z całej Europy realizuje projekty edukacyjne i badawcze, organizuje konferencje, seminaria, warsztaty, kampanie informacyjne, jak również razem z wydawnictwem Routledge prowadzi serię wydawniczą pt. European Remembrance and Solidarity.

Więcej informacji na temat ENRS: www.enrs.eu

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes