Pisanie ze strefy wojny ma sens! – Jagoda Grondecka

JAGODA GRONDECKA, IRANISTKA ORAZ DZIENNIKARKA, DO WRZEŚNIA 2021 R. MIESZKAŁA W KABULU. W SWOICH RELACJACH POKAZUJE NAM TAMTEJSZĄ RZECZYWISTOŚĆ. Za dziennikarstwo zaangażowane, w którym uważność na drugiego człowieka i niestępiona wrażliwość społeczna łączą się z rzetelnością, warsztatem i odwagą, otrzymała dziennikarską nagrodę Pióro Nadziei, a także tytuł „Dziennikarka – Obywatelka 2021”.

Natalia Ren: Zawód korespondenta wojennego to pieśń przeszłości, bo dziś rzadko stacje telewizyjne wysyłają swoich korespondentów
w miejsca, gdzie toczy się wojna. Ty piszesz z Afganistanu, ale jako wolny strzelec. Jak tam trafiłaś?
Jagoda Grondecka: Zainteresowałam się Afganistanem na studiach iranistycznych, a afganologia jest gałęzią iranistyki, więc napisałam
z niej magisterkę. Pod koniec studiów trafiłam na staż dziennikarski do „Kultury Liberalnej” i pomyślałam, że fajnie byłoby połączyć
moje obie pasje, zwłaszcza że wojna w Afganistanie w tym czasie była pomijana w mediach. Ten kraj zaczynał być w punkcie zwrotnym,
zaangażowanie Amerykanów się kończyło – pomyślałam, że warto ten moment zacząć relacjonować.

Czy musiałaś się nauczyć dodatkowo języka paszto?
Perski i paszto są oficjalnymi językami w Afganistanie. Pierwszy jest obowiązkowy w szkole, a drugim mówią tylko Pasztuni. Przypuszczam,
że na pasztuńskiej prowincji mogłabym mieć trudności, by rozmawiać po persku, ale nie w Kabulu. Niektórzy mówią z akcentem, który jest dla mnie w 100% zrozumiały, np. ci, co mieszkali na emigracji w Iranie, ale zdarza się, że ktoś mówi takim dialektem, że rozumiem tylko
połowę jego wypowiedzi.

Mówisz, że warto opowiedzieć historię konfliktu w Afganistanie na nowo i że przyjechałaś tu z pewną ideą. Jaką zastałaś rzeczywistość?
Dominującym uczuciem jest co może się wydarzyć, i to jest najgorsze.

Wszystko wskazuje na to, że może się powtórzyć scenariusz z lat 90. XX w., czyli wybuch wojny domowej, bo talibowie będą próbowali siłą przejąć władzę. Planowane wyjście wojsk amerykańskich jest dla talibów prezentem, bo nie muszą siadać do stołu, aby negocjować czy iść na ustępstwa.

Panuje beznadzieja i strach, sporo osób próbuje wyjechać lub wysłać swoje rodziny do Turcji czy Tadżykistanu, a nie jest to takie proste dla Afgańczyków.

Czy istnieje jakaś opozycja?
Afgańska elita polityczna jest rozdrobniona i bardzo ze sobą skłócona, do czego przyczynił się obecnie panujący prezydent, który też nie jest
lubiany, jest skorumpowany. W opozycji są dawni warlordowie z lat 90. XX w., którzy ponownie się zbroją, demonstrują swoją władzę w trakcie pochodów. Dochodzi do starć między nimi a siłami rządowymi, a to przypomina sytuację z lat 90.
W tej sytuacji nie można zapomnieć o cywilach, którzy zasługują na spokój.

Jest szansa, że Kabul będzie wyglądał tak jak na zdjęciach z lat 60. XX w., które można znaleźć w internecie?

Myślę, że muszą minąć dekady, aby przywrócić kraj do stanu sprzed wojny. Trzeba pamiętać, że konflikt w Afganistanie trwa od początku sowieckiej interwencji, od 1979 r. Talibowie już teraz budują swoją propagandę z hasłem „My wygraliśmy tę wojnę, a Ameryka przegrała”. Próbują pokazać, że rząd jest bezsilny i nie jest w stanie chronić obywateli. Oczywiście, jeśli dochodzi do rozmów dyplomatycznych, np. w Dosze, próbują się pokazać jako opcja umiarkowana i zapewniają, że nie będzie powtórki z lat 90., ale nie są w stanie podać konkretów, jak rządzone przez nich państwo ma wyglądać.

Ostatnio publikowałaś informacje o tym, że talibowie chcą zabronić dziewczętom śpiewać…
Ostatecznie ministerstwo się z tego pomysłu wycofało, zrzuciło winę na anonimowego urzędnika. Jednak widać takie zakusy, aby prawa
kobiet ograniczać. W trakcie pierwszych rządów talibów nie miały prawa do opieki medycznej, edukacji i pracy. Po obaleniu ich rządów
w 2001 roku wiele się zmieniło w Kabulu, choć na prowincji te zmiany mogły być nieodczuwalne. Dziś kobiety są jednak w parlamencie, służą
w wojsku, policji, są dziennikarkami, prawniczkami, pierwszym wykształconym pokoleniem. Wiele z nich pochodzi z rodzin drobnych przedsiębiorców, pielęgniarek, czyli klasy pracującej. Teraz się boją, że te zmiany zostaną zaprzepaszczone.

Edukacja dla dziewczyn wciąż nie jest powszechna, prawda?
Pierwszym czynnikiem są pieniądze, drugim bezpieczeństwo dzieci. Jest wiele rodzin, które chcą wysłać córki do szkoły, mają świadomość wagi edukacji kobiet. Jednocześnie boją się, by były zbyt daleko od domu, bo może im się coś stać w drodze lub też w szkole. Ponad 40% afgańskich szkół to namioty.
8 maja doszło do kolejnego ataku na szkołę w Kabulu…
Do zamachu doszło w żeńskim liceum w chazarskiej dzielnicy. Ofiarami były dziewczyny z biednych rodzin. Szkoła jest bezpłatna, ale
zakup książek i przyborów to duży wydatek dla wielu rodzin, które traktowały naukę córek jako trampolinę do lepszego życia, by nie powtórzyły losu rodziców.

Szczególnie trudny los w Afganistanie mają Chazarowie. Dlaczego?
Ta grupa etniczna od wielu lat i przez wiele rządów była uciskana, nigdy nie miała szans na awans społeczny. Są szyitami, radykalni sunnici
traktują ich jako heretyków, bo są na tle innych grup etnicznych bardziej liberalni obyczajowo, co widać choćby po tym, jak ubierają się kobiety w chazarskich dzielnicach Kabulu. Nie chodzą w burce czy czadorze, co jest solą w oku dla ekstremistów. Dyskryminowani systemowo są też na celowniku Państwa Islamskiego, które przeprowadza zamachy na chazarskie obiekty: meczet, placówki edukacyjne, szpital położniczy, a nawet sale zapaśnicze.


Myślisz, że to może być początek wojny domowej, jeśli zaczynają się zamachy „wewnętrzne”, a nie na wojska amerykańskie?
Talibowie odżegnują się od tych zamachów, potępiają zabijanie cywili. Na mocy umowy, którą podpisali z Amerykanami w 2020 r., ustalono, że nie będą atakować wojsk międzynarodowych, więc atakują… afgańską armię, zwłaszcza od czasu, gdy Joe Biden zapowiedział wycofanie
amerykańskich wojsk. Talibowie zaczynają przejmować niektóre miasta, dystrykty, przejęli prowincję Zabul na południu kraju, bazy wojskowe, posterunki policji. Małymi krokami dążą, by przejąć całą władzę.

Jak wygląda Twoja praca reporterska w tak trudnej rzeczywistości?
Bycie kobietą nawet ułatwia pracę, bo mogę bezpośrednio rozmawiać z kobietami, czego nie mogą robić mężczyźni – dziennikarze. Na przykład koleżanka chciała skorzystać z pomocy tłumacza, który był mężczyzną, by porozmawiać z pewną rodziną. Gdy mąż go zobaczył, nie pozwolił mu wejść do domu. Prowadzili negocjacje, aby porozmawiać przez okno, by tłumacz nie mógł patrzeć na żonę, ale bezskutecznie.

Nie boisz się pracować w Kabulu?
Staram się na co dzień o tym nie myśleć, tylko być ostrożną, inaczej bym oszalała. Czasem się zastanawiam, czy się nie przenieść do bardziej
bezpiecznego budynku, z ochroniarzem. Mieszkam jednak sama w domu w centrum Kabulu. Tutaj codziennie zdarzają się blackouty, nie ma prądu w różnych dzielnicach, bo Afganistan nie jest w stanie wyprodukować prądu dla wszystkich mieszkańców. Talibowie wysadzają słupy energetyczne na prowincji, aby pokazać, że rząd nie jest w stanie zapewnić podstawowych dóbr. Trzeba sobie jakoś radzić.
Jakie są uroki pracy reportera w strefie wojny?
Często długo czekam na wynagrodzenie, co powoduje frustrację, ale to urok pracy freelancera. Żyjemy w świecie social mediów, gdzie każdy
może opublikować wpis lub film z miejsca zdarzenia. Stacje TV z tego korzystają lub proszą o komentarz kogoś, kto jest na miejscu, nie sprawdzając, czy ta osoba jest obiektywna lub czy ma wiedzę, aby się wypowiadać. To błędne koło, bo ludzie oglądający lub czytający te relacje nie mają szansy na rzetelne informacje, dostają te wyrywkowe, przedstawiane bez głębszej analizy tematu i sytuacji.
Plusy? Każdego dnia mam okazję poznać nowe osoby, porozmawiać o czymś nowym – to rozwijające, bo muszę cały czas się dokształcać, by
być dobrze przygotowaną do rozmów.

Mam idealistyczne podejście do mojej pracy, że pisanie na takie tematy coś zmienia. Czuję satysfakcję, gdy otrzymuję wiadomości od czytelników na IG, że zainteresowali się sytuacją Afganistanu lub zweryfikowali swój pogląd np. dotyczący uchodźców po przeczytaniu moich artykułów.

 

Rozmowa ukazała się w COGITO 7/2021. Numer w wersji papierowej i elektronicznej jest dostępny w naszym sklepie: www.edukram.pl 

fot. Jagoda Grondecka 

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *