Prezentacja Pisma
› 16. Cogito a w nim:
Dzisiaj szkoła: Legalna córka księdza
redakcja
- artukuł dodany
2008-10-01 10:39
2
493
To, co ujdzie nastolatce ze zwyczajnego domu, będzie ostro krytykowane u córki batiuszki czy pastora. Dzieci księży wiedzą, że są pod baczną obserwacją innych...
Artur Maciak
Jest na świeczniku, ale nie jest świeczką. Kto to? To córka księdza! – Monika, córka pastora, która opowiada mi tę zagadkę, uśmiecha się, tak jakby nauczyła się już z tym "świecznikiem" żyć.
– Wszyscy wiedzą, kim jestem – mówi. – Wiem, że przyglądają się mi tysiąc razy uważniej niż innym.
Monika, podobnie jak Marta, córka batiuszki, nie chciałaby być żoną księdza. Dlaczego? Może dlatego, że widzą, jak to jest, bo przecież ich mamy są żonami księży...
– Bycie żoną osoby duchownej jest poważnym i wyczerpującym zadaniem, dlatego na pewno nią nie zostanę – Monika wie to na pewno. A Marta nie będzie żoną batiuszki, bo nie chce narażać swojej przyszłej rodziny na ciągłe przeprowadzki (to stały element życia duchownego prawosławnego i jego rodziny). – Bałabym się, że całą rodziną możemy po prostu w każdej chwili zmienić mieszkanie, wyprowadzić się. Ten strach jest niemiły – przyznaje, wie, że bycie żoną księdza wiąże się z wieloma obowiązkami, że męża duchownego praktycznie nie ma w domu. – Jeżeli pojawiłyby się w przyszłości dzieci, to ja bym jednak chciała, żeby ojciec był przy nich cały czas, wychowywał je, wychowywał je razem ze mną. Wiem, że dla kobiety to jednak trudna rola, kiedy ojciec jej dzieci przy ołtarzu, a ona stoi z dziećmi i musi je łapać po całej cerkwi.
Ksiądz czy pop?
Większość osób nie wie, w jaki sposób zwracać się do księdza katolickiego, jak go witać. Ale jeśli idzie o to, jakim mianem określać osobę duchowną innych wyznań, jest już znacznie gorzej. I nie wszyscy zdają sobie sprawę, że mówiąc o duchownym prawosławnym "pop", używają uwłaczającego wręcz tej osobie określenia.
– Nie wszyscy o tym wiedzą, że na osobę duchowną wyznania prawosławnego mówi się po naszemu
"batiuszka" lub po prostu "ksiądz". Ale nigdy pop. To obraźliwe – wyjaśnia Marta Wiszniewska, córka batiuszki, uczennica XX LO z Lublina. Określenie to ma taką wymowę, jakby ktoś do księdza katolickiego mówił "proszę klechy".
Legalna córka księdza
Schematy myślowe Polaków, sięgające swymi korzeniami chyba grubo przed czasy oświecenia, pokutują jeszcze do dziś, niestety także wśród sporej części młodych ludzi. Są środowiska, które mają blade pojęcie o życiu codziennym ludzi innych wyznań, ale chętnie przyszywają wszystkim łatki. Na przykład ewangelik, szczególnie na Mazurach, to Niemiec, czyli dawny wróg, obcy, inny, gorszy. Prawosławny z pewnością jest Rosjaninem czy Ukraińcem. A córka księdza – to prawdziwa sensacja!
– Jestem jak najbardziej legalną córką księdza – Monika Mendroch, córka pastora z Mrągowa, często mówi o tym głośno. Ciekawi ją, jak na te słowa zareagują ludzie. Reakcje rzeczywiście bywają interesujące i zaskakujące. Ale dopiero od niedawna Monika traktuje swoje wyznanie jak eksperyment socjologiczny, wcześniej wolała nic nie mówić, by nie narażać się na... głupi śmiech rówieśników. Do tego nie potrafiła się przyzwyczaić. – Do tego, kim jest mój tata, przyznałam się głośno pod koniec podstawówki. Reakcją kolegów był śmiech. Początkowo sądzili, że sobie z nich żartuję, a potem to oni już żartowali ze mnie...
Reakcje rówieśników oraz ciągły wewnętrzny głos, że jest się ocenianym przez innych na każdym kroku z racji tego, że jest się córką pastora, że trzeba kontrolować, co się mówi, jak się zachowuje i w co ubiera, powodowało, że Monika stroniła od ludzi, zamykała się w sowim pokoju. Zwłaszcza, że na spotkaniach młodzieży ewangelickiej traktowano ją też trochę z ograniczonym zaufaniem – bo przecież jest córką pastora, a nóż coś tatusiowi powtórzy... W liceum głupie zaczepki z powodu ojca księdza zmieniły się w pytania – jak to jest, gdy w rodzinie tata jest osobą duchowną? Monika woli sto razy tę ciekawość od śmiechu.
W liceum Marty chyba jeszcze nikt nie wie, kim jest jej tata i co robi. Ale osoby, które są wtajemniczone, dopytują z niedowierzaniem, czy to prawda? jak to jest? jak traktowano Martę w poprzedniej szkole? czy jej dokuczano?
– Pytają też, czy wierzę w takiego samego Boga, nie mogą uwierzyć, ż mój tata ma parafię, jest proboszczem – Marta nigdy nie czuła się odrzucana przez rówieśników, ludzie sympatycznie ją przyjmowali. Przyznaje jednak, że czuła, iż bali się poruszać przy niej tematy religijne.
Życie na walizkach
W ciągu pierwszych lat życia Monika zaliczyła trzy przeprowadzki. Taki jest los rodziny księdza, który jest wikariuszem. Bielsk, Rybnik, Mrągowo – to miasta, które wcale nie leżą blisko siebie. Monika śmieje się, że z firmami przeprowadzkowymi objechała pół Polski.
Marta wie, że przed takimi podróżami chroni ją, jak na razie, tylko to, że ojciec, ks. prot. mgr Mirosław Wiszniewski, jest proboszczem i dyrektorem Prawosławnego Domu Pomocy Społecznej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej w Lublinie. Dlatego nie zmienia ona tak często jak Monika miejsca zamieszkania. W jednym domu od ośmiu lat! To długo jak na rodzinę, której głowa jest księdzem. Z reguły przeprowadzki są dla rodzin księży prawosławnych chlebem powszednim, zdarzają się częściej, decyzja o nich przychodzi z góry, niespodziewanie. Trzeba pożegnać znajomych, przyjaciół, kąty, do których się człowiek zdążył przywiązać... Nie jest to proste.
Rodzina Marty mieszka w normalnym bloku. Sąsiedzi wiedzą, że obok mieszka ksiądz prawosławny z rodziną, ale przeciętny mieszkaniec może się nawet tego nie domyślać. Tata Marty bowiem strojem nie wyróżnia się spośród innych ojców. Owszem, jeśli jest jakieś święto, np. coroczne poświęcenie domu, wówczas zakłada sutannę, ale robi to w domu. A na co dzień ubiera się po cywilnemu. Nawet gdy idzie sprawować liturgię, przebiera się w odpowiedni strój dopiero w budynku koło cerkwi. – Jeśli wyjeżdża służbowo z biskupem, też, rzecz jasna, jest w stroju księdza – wyjaśnia Marta.
Taty nie da się okłamać
To, co z reguły ujdzie nastolatce ze zwyczajnego domu, będzie ostro krytykowane u córki batiuszki. Znajomość "Pisma Świętego" i modlitw Marta winna mieć w jednym palcu, kiedy jej rówieśnicy dopiero się za to zabierają.
– Tata jest bardzo wymagający. Jeśli chodzi o sprawy moralne, religijne wymaga więcej, bo wie, że dzieci księży są pod baczną obserwacją innych. Trzeba świecić przykładem.
Dlatego Marta nie mogłaby na przykład nigdy okłamać ojca. – Głupio byłoby potem spojrzeć mu w oczy, gdy odprawia liturgię – Marta wie, że, że jej posłuszeństwo w poddawaniu się zasadom ustalonym przez ojca, wynika z głębokiej wiary i miłości do rodziców.
Monice, zdaje się, z przyjęciem tego daru bycia na świeczniku było trudniej. Jak sama twierdzi, wiary nie wysysa się z mlekiem matki, nie dziedziczy się razem z krwią ojca. Powiązania życia w rodzinie księdza z wiarą mają różne ścieżki. Modlitwy przed każdym posiłkiem, obecności na nabożeństwach nie tylko niedzielnych, ale też w tygodniu. Poranne czytanie "Biblii" to może być ciężarem, wobec którego młode osoby się buntują. I tak było z Moniką. – Dopiero po długim czasie zrozumiałam, jakim błogosławieństwem jest dom, w którym na każdym kroku czuć Bożą obecność.
Jak wygląda życie pod lupą spojrzeń parafian i jacy prywatnie są ojcowie - księża dowiecie się po lekturze 16. Cogito.
Artur Maciak
Jest na świeczniku, ale nie jest świeczką. Kto to? To córka księdza! – Monika, córka pastora, która opowiada mi tę zagadkę, uśmiecha się, tak jakby nauczyła się już z tym "świecznikiem" żyć.
– Wszyscy wiedzą, kim jestem – mówi. – Wiem, że przyglądają się mi tysiąc razy uważniej niż innym.
Monika, podobnie jak Marta, córka batiuszki, nie chciałaby być żoną księdza. Dlaczego? Może dlatego, że widzą, jak to jest, bo przecież ich mamy są żonami księży...
– Bycie żoną osoby duchownej jest poważnym i wyczerpującym zadaniem, dlatego na pewno nią nie zostanę – Monika wie to na pewno. A Marta nie będzie żoną batiuszki, bo nie chce narażać swojej przyszłej rodziny na ciągłe przeprowadzki (to stały element życia duchownego prawosławnego i jego rodziny). – Bałabym się, że całą rodziną możemy po prostu w każdej chwili zmienić mieszkanie, wyprowadzić się. Ten strach jest niemiły – przyznaje, wie, że bycie żoną księdza wiąże się z wieloma obowiązkami, że męża duchownego praktycznie nie ma w domu. – Jeżeli pojawiłyby się w przyszłości dzieci, to ja bym jednak chciała, żeby ojciec był przy nich cały czas, wychowywał je, wychowywał je razem ze mną. Wiem, że dla kobiety to jednak trudna rola, kiedy ojciec jej dzieci przy ołtarzu, a ona stoi z dziećmi i musi je łapać po całej cerkwi.
Ksiądz czy pop?
Większość osób nie wie, w jaki sposób zwracać się do księdza katolickiego, jak go witać. Ale jeśli idzie o to, jakim mianem określać osobę duchowną innych wyznań, jest już znacznie gorzej. I nie wszyscy zdają sobie sprawę, że mówiąc o duchownym prawosławnym "pop", używają uwłaczającego wręcz tej osobie określenia.
– Nie wszyscy o tym wiedzą, że na osobę duchowną wyznania prawosławnego mówi się po naszemu
"batiuszka" lub po prostu "ksiądz". Ale nigdy pop. To obraźliwe – wyjaśnia Marta Wiszniewska, córka batiuszki, uczennica XX LO z Lublina. Określenie to ma taką wymowę, jakby ktoś do księdza katolickiego mówił "proszę klechy".
Legalna córka księdza
Schematy myślowe Polaków, sięgające swymi korzeniami chyba grubo przed czasy oświecenia, pokutują jeszcze do dziś, niestety także wśród sporej części młodych ludzi. Są środowiska, które mają blade pojęcie o życiu codziennym ludzi innych wyznań, ale chętnie przyszywają wszystkim łatki. Na przykład ewangelik, szczególnie na Mazurach, to Niemiec, czyli dawny wróg, obcy, inny, gorszy. Prawosławny z pewnością jest Rosjaninem czy Ukraińcem. A córka księdza – to prawdziwa sensacja!
– Jestem jak najbardziej legalną córką księdza – Monika Mendroch, córka pastora z Mrągowa, często mówi o tym głośno. Ciekawi ją, jak na te słowa zareagują ludzie. Reakcje rzeczywiście bywają interesujące i zaskakujące. Ale dopiero od niedawna Monika traktuje swoje wyznanie jak eksperyment socjologiczny, wcześniej wolała nic nie mówić, by nie narażać się na... głupi śmiech rówieśników. Do tego nie potrafiła się przyzwyczaić. – Do tego, kim jest mój tata, przyznałam się głośno pod koniec podstawówki. Reakcją kolegów był śmiech. Początkowo sądzili, że sobie z nich żartuję, a potem to oni już żartowali ze mnie...
Reakcje rówieśników oraz ciągły wewnętrzny głos, że jest się ocenianym przez innych na każdym kroku z racji tego, że jest się córką pastora, że trzeba kontrolować, co się mówi, jak się zachowuje i w co ubiera, powodowało, że Monika stroniła od ludzi, zamykała się w sowim pokoju. Zwłaszcza, że na spotkaniach młodzieży ewangelickiej traktowano ją też trochę z ograniczonym zaufaniem – bo przecież jest córką pastora, a nóż coś tatusiowi powtórzy... W liceum głupie zaczepki z powodu ojca księdza zmieniły się w pytania – jak to jest, gdy w rodzinie tata jest osobą duchowną? Monika woli sto razy tę ciekawość od śmiechu.
W liceum Marty chyba jeszcze nikt nie wie, kim jest jej tata i co robi. Ale osoby, które są wtajemniczone, dopytują z niedowierzaniem, czy to prawda? jak to jest? jak traktowano Martę w poprzedniej szkole? czy jej dokuczano?
– Pytają też, czy wierzę w takiego samego Boga, nie mogą uwierzyć, ż mój tata ma parafię, jest proboszczem – Marta nigdy nie czuła się odrzucana przez rówieśników, ludzie sympatycznie ją przyjmowali. Przyznaje jednak, że czuła, iż bali się poruszać przy niej tematy religijne.
Życie na walizkach
W ciągu pierwszych lat życia Monika zaliczyła trzy przeprowadzki. Taki jest los rodziny księdza, który jest wikariuszem. Bielsk, Rybnik, Mrągowo – to miasta, które wcale nie leżą blisko siebie. Monika śmieje się, że z firmami przeprowadzkowymi objechała pół Polski.
Marta wie, że przed takimi podróżami chroni ją, jak na razie, tylko to, że ojciec, ks. prot. mgr Mirosław Wiszniewski, jest proboszczem i dyrektorem Prawosławnego Domu Pomocy Społecznej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej w Lublinie. Dlatego nie zmienia ona tak często jak Monika miejsca zamieszkania. W jednym domu od ośmiu lat! To długo jak na rodzinę, której głowa jest księdzem. Z reguły przeprowadzki są dla rodzin księży prawosławnych chlebem powszednim, zdarzają się częściej, decyzja o nich przychodzi z góry, niespodziewanie. Trzeba pożegnać znajomych, przyjaciół, kąty, do których się człowiek zdążył przywiązać... Nie jest to proste.
Rodzina Marty mieszka w normalnym bloku. Sąsiedzi wiedzą, że obok mieszka ksiądz prawosławny z rodziną, ale przeciętny mieszkaniec może się nawet tego nie domyślać. Tata Marty bowiem strojem nie wyróżnia się spośród innych ojców. Owszem, jeśli jest jakieś święto, np. coroczne poświęcenie domu, wówczas zakłada sutannę, ale robi to w domu. A na co dzień ubiera się po cywilnemu. Nawet gdy idzie sprawować liturgię, przebiera się w odpowiedni strój dopiero w budynku koło cerkwi. – Jeśli wyjeżdża służbowo z biskupem, też, rzecz jasna, jest w stroju księdza – wyjaśnia Marta.
Taty nie da się okłamać
To, co z reguły ujdzie nastolatce ze zwyczajnego domu, będzie ostro krytykowane u córki batiuszki. Znajomość "Pisma Świętego" i modlitw Marta winna mieć w jednym palcu, kiedy jej rówieśnicy dopiero się za to zabierają.
– Tata jest bardzo wymagający. Jeśli chodzi o sprawy moralne, religijne wymaga więcej, bo wie, że dzieci księży są pod baczną obserwacją innych. Trzeba świecić przykładem.
Dlatego Marta nie mogłaby na przykład nigdy okłamać ojca. – Głupio byłoby potem spojrzeć mu w oczy, gdy odprawia liturgię – Marta wie, że, że jej posłuszeństwo w poddawaniu się zasadom ustalonym przez ojca, wynika z głębokiej wiary i miłości do rodziców.
Monice, zdaje się, z przyjęciem tego daru bycia na świeczniku było trudniej. Jak sama twierdzi, wiary nie wysysa się z mlekiem matki, nie dziedziczy się razem z krwią ojca. Powiązania życia w rodzinie księdza z wiarą mają różne ścieżki. Modlitwy przed każdym posiłkiem, obecności na nabożeństwach nie tylko niedzielnych, ale też w tygodniu. Poranne czytanie "Biblii" to może być ciężarem, wobec którego młode osoby się buntują. I tak było z Moniką. – Dopiero po długim czasie zrozumiałam, jakim błogosławieństwem jest dom, w którym na każdym kroku czuć Bożą obecność.
Jak wygląda życie pod lupą spojrzeń parafian i jacy prywatnie są ojcowie - księża dowiecie się po lekturze 16. Cogito.















