Prezentacja Pisma
› 16. Cogito a w nim:
Rozmowa z mistrzem: Leszek Czajka
redakcja
- artukuł dodany
2008-09-30 16:17
0
297
Ten zawód jest piekny, ale nieprawdopodobnie wtmagający. Trzeba być artystą i rzemieślnikiem, trochę psychoterapeutą i trochę strongmenen. Bo to w końcu ciężka fizyczna praca, obciążająca nogi, ręce, kręgosłup. To zawód dla ludzi myślących.
Z Leszkiem Czajką, mistrzem fryzjerstwa i stylistą gwiazd, rozmawia Ewa Anna Baryłkiewicz
Leszek Czajka to już marka. Jak ją budowałeś?
Bardzo ciężką pracą, małymi kroczkami, i bardzo mozolnie. Kluczem jest wytrwałość, konsekwencja i wierność samemu sobie. To jedyna droga do budowania na solidnych, mocnych fundamentach. To trochę jak z tą przypowieścią o wyższości jadania małą łyżeczką nad pochłanianiem dużych porcji z tej większej. Trzeba stawiać sobie ciągle wyższe poprzeczki, podejmować trudne wyzwania, podnosić kwalifikacje zawodowe, szkolić się, uczyć – bez tego nie da się osiągnąć sukcesu w tej branży. Zresztą – w żadnej branży. We fryzjerstwie i w modzie tak dużo się dzieje (chociaż wydaje się, że od lat nic się nie zmienia), że trzeba na bieżąco śledzić nowe trendy. Inaczej można zostać w tyle. I w jednej chwili stracić to, na co się dlugo pracowało...
Dotyczy to także mistrzów? Tych, którzy dawno udowodnili już swoją klasę i pozycję?
Ich przede wszystkim. Tu obowiązuje prawo "wysokiej drabiny" - im wyżej wejdziesz, tym więcej od ciebie wymagają. I ty od siebie wymagasz jeszcze więcej. Poza tym – im wyższa ta drabina, tym boleśniejszy może być upadek. Trzeba więc usystematyzować swoje priorytety: tyle czasu mam dla siebie, tyle poświęcam na pracę – i w obu przypadkach dawać z siebie wszystko. W to, co robię wkładam zawsze całego siebie: bardzo dużo pracuję, ale też bardzo dużo się uczę, poświęcam mnóstwo czasu swojej firmie i ludziom, którzy ze mną pracują. I dzięki temu mam zadowalajace efekty!
Żeby tyle pracować, trzeba być pasjonatem! Po prostu - kochać swój zawód!
Koniecznie! To jest podstawa sukcesu. Jeżeli nie kochałbym swojej pracy, gdyby nie byłaby moją wielką pasją, z całą pewnością nie byłbym dzisiaj w tym miejscu, w którym jestem. Ani fizycznie, ani psychicznie nie byłbym w stanie tego dokonać. Ten zawód jest piękny, ale nieprawdopodobnie wymagający. Trzeba być artystą i rzemieślnikiem, trochę psychoterapeutą i trochę "strongmenem". Bo to w końcu ciężka fizyczna praca, obciążająca nogi, ręce, kręgosłup. I jeszcze jedno - zawsze to powtarzałem i nie zmienię zdania - to jest zawód dla ludzi myślących. Kiedyś się mówiło: "jak nie chce ci się uczyć, to idź na fryzjera". Te czasy dawno już minęły! Dzisiaj, chcąc osiągnąć sukces w tym zawodzie, trzeba się bardzo dużo uczyć. Nie zaryzykowałbym twierdzenia, że trzeba mieć dobrze przemyślany plan (bo ja takiego nie miałem), ale na pewno warto mieć w głowie pomysł na siebie. Inaczej mówiąc - umieć wyjść do ludzi, bo w dzisiejszym świecie już nie sprawdza się powiedzenie: "siedź w kącie, a znajdą cię". Dzisiaj można być najwspanialszym fachowcem, najlepszym fryzjerem, ale jeżeli człowiek nie umie swoich umiejętności pokazać innym, nikt się nigdy o nim nie dowie. Ja miałem szczęście, że producenci telewizyjnego "Idola" zaprosili mnie do współpracy przy programie.
"Idol" stał się trampoliną Twojej kariery?
Dzięki niemu stałem się znany. Tylko tyle i aż tyle. Bo za sprawą tego programu mój warsztat ani nie zyskał, ani nie stracił. Proszę mnie dobrze zrozumieć - na pewno jestem teraz bardziej doświadczony, jednak podwaliny wiedzy fryzjerskiej i wyobraźnię, którą miałem 7 lat temu, mam i dzisiaj. To jest ważne. W tym zawodzie jest wielu – przepraszam za wyrażenie - hochsztaplerów. Pojawiają się nowi fryzjerzy, nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, którzy z dnia na dzień stają się znani i uwielbiani. Wystarczy, że jedna - dwie gwiazdy usiądą na ich fotelu. Potem jest zachłyśnięcie się chwilową "sławą", parę wywiadów telewizyjnych, złote karty do najlepszych klubów… Wydaje się, że ta bitwa jest wygrana, a tu jeden, drugi, piąty czy piętnasty klient odchodzi rozczarowany i... sława rozsypuje się jak domek z kart. "Profesjonalista" znika raz na zawsze. Ja mam to szczęście, że gwiazdy, z którymi przed laty zaczynałem współpracę, są mi wierne do dzisiaj. Żadna osoba nie porzuciła mnie dla nowego "obiektu westchnień" fryzjerstwa. To nieskromne co powiem, ale przecież nie ma lepszego dowodu na rzetelność warsztatu - na który składa się technika, profesjonalizm i oczywiście pracowitość. Bo to nie jest tak, że marzę o czymś, ale nic nie robię, by to marzenie zrealizować. A później mam pretensję i żal do całego świata, że coś się nie powiodło. Nie! Mnie by się w życiu nic nie udało, gdybym na to wszystko ciężko nie zapracował. Z tego się bierze moje poczucie własnej wartości i wiary w siebie - wiem, że siebie nigdy nie zawiodę. Nie zawiodę mojej marki, firmy, ludzi, którzy ze mną pracują i klientów. Staram się zmierzać ku lepszemu. Zabrzmiało to zbyt patetycznie i dumnie, więc... lepiej tego nie pisz...
Dlaczego? Pewność siebie, to przecież nie to samo, co pycha. To cecha charakteru, która przydaje się w każdej dziedzinie życia, a co za tym idzie - w każdej pracy.
To prawda. Niestety w Polsce ludzie uważają, że pewność siebie to bardzo negatywna cecha, wręcz wada. Moim zdaniem trzeba umieć pracować nad sobą i swoimi wadami, ale także przyznawać się do swoich mocnych stron: "tak, jestem dobry", "tak, idę do przodu", "tak, wiem, czego chcę i w jakim kierunku zmierzam". Uważam, że bardzo nieszczęśliwi są ci, którzy nie wiedzą, po co żyją, dlaczego, dokąd chcą iść, z kim i co chcą robić. Tacy ludzie nigdy w życiu do niczego nie dojdą! Nie lubię też godzenia się na to, co przynosi los. Trzeba włożyć trochę wysiłku, żeby mieć wpływ na to, co się wydarzy w naszym życiu.
Na początku rozmowy zaznaczyłeś, że ciągle się uczysz, rozwijasz. To też jest odwaga - umieć powiedzieć: nie wszystko jeszcze potrafię, wciąż bardzo dużo muszę się nauczyć.
Jeden z moich mistrzów, jeden z największych tuzów światowego fryzjerstwa, powiedział mi: "pamiętaj, że jeżeli stwierdzisz, że już wszystko umiesz, to będzie po tobie". Te słowa bardzo głęboko utkwiły mi w pamięci. Dlatego do tego zawodu trzeba mieć wielki dystans i równie dużo pokory. Poza tą całą filozofią trzeba jednak pamiętać, że uprawiam zawód usługowy – jestem po to, żeby służyć ludziom, upiększać ich. To, że wiele osób zabiega o moje względy, wiele stacji czy gazet chce ze mną współpracować, jest bardzo miłe. To oczywiście nobilitacja, pewnego rodzaju "korona" tego zawodu, która jednak w żadnej mierze nie upoważnia do chodzenia z głową w chmurach. To zresztą nie leży w mojej naturze. Proszę zresztą zauważyć, że prawdziwe gwiazdy, nie tylko fryzjerstwa, ale i światowego show-businessu bywają najskromniejsze. Ja zaś miałem to szczęście, że pokory dane mi było się uczyć od tych największych, którzy zasiadali i zasiadają na moim fotelu.
Jak się buduje wizerunek gwiazd? To chyba wielka odpowiedzialność?
Oczywiście, że tak. Jeśli jestem zapraszany do ważnego projektu np. dużej sesji zdjęciowej i wybierają mnie trzy ważne osoby: klient, czyli ktoś, kto zleca tę usługę, gwiazda tego projektu oraz fotograf, który na planie zdjęciowym jest pierwszy po Bogu, (bo to on dzierży berło w dłoni i decyduje "chcę pracować z tym fryzjerem i tym wizażystą") - to jest to dla mnie wielki honor. Ale także duża presja – bo znalazłem się w gronie profesjonalistów, którzy mają w stosunku do mnie bardzo wysokie oczekiwania. Kocham takie wyzwania. I jeżeli wciąż dzwonią do mnie z różnych pism, zapraszają mnie do udziału w sesjach, a panowie fotografowie polecają mnie jako fryzjera, to jest dla mnie najlepszy znak, że spełniam ich oczekiwania.
Uchyl proszę rąbka tajemnicy: jak się pracuje z gwiazdami? Bywają bardzo kapryśne?
Jeśli pod pojęciem "gwiazdy" rozumieć osoby, które coś w życiu osiągnęły, są spełnione zawodowo, mają zapewnione miejsce w panteonie sław – to muszę przyznać, że dobrze znają siebie samych, mają styl i gust. Wiedzą też doskonale, na co mogą sobie pozwolić, a czego powinny unikać. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś taki przyszedł do mnie, żądając przysłowiowego "nieporozumienia" na głowie. A tak często zdarza się w przypadku klientów, którzy przynoszą mi zdjęcie wyrwane z gazety i proszą o powtórkę takiego "wyczynu". Niełatwo wtedy wyperswadować zmianę planu… A przecież klient musi mieć pełne zaufanie do fryzjera. Dobra fryzura musi przecież pasować do osobowości, temperamentu, ale też rodzaju wykonywanej pracy. Fryzjer – oprócz warsztatu – musi mieć wyobraźnię i zmysł improwizacji. Musi być artystą w swoim fachu. Być może to powód, dla którego lepiej przychodzi mi dogadywanie się z artystami? Niezależnie od tego, co wpisują w rubryce: zawód.
Dziękuję za rozmowę. I życzę dalszych sukcesów.
Z Leszkiem Czajką, mistrzem fryzjerstwa i stylistą gwiazd, rozmawia Ewa Anna Baryłkiewicz
Leszek Czajka to już marka. Jak ją budowałeś?
Bardzo ciężką pracą, małymi kroczkami, i bardzo mozolnie. Kluczem jest wytrwałość, konsekwencja i wierność samemu sobie. To jedyna droga do budowania na solidnych, mocnych fundamentach. To trochę jak z tą przypowieścią o wyższości jadania małą łyżeczką nad pochłanianiem dużych porcji z tej większej. Trzeba stawiać sobie ciągle wyższe poprzeczki, podejmować trudne wyzwania, podnosić kwalifikacje zawodowe, szkolić się, uczyć – bez tego nie da się osiągnąć sukcesu w tej branży. Zresztą – w żadnej branży. We fryzjerstwie i w modzie tak dużo się dzieje (chociaż wydaje się, że od lat nic się nie zmienia), że trzeba na bieżąco śledzić nowe trendy. Inaczej można zostać w tyle. I w jednej chwili stracić to, na co się dlugo pracowało...
Dotyczy to także mistrzów? Tych, którzy dawno udowodnili już swoją klasę i pozycję?
Ich przede wszystkim. Tu obowiązuje prawo "wysokiej drabiny" - im wyżej wejdziesz, tym więcej od ciebie wymagają. I ty od siebie wymagasz jeszcze więcej. Poza tym – im wyższa ta drabina, tym boleśniejszy może być upadek. Trzeba więc usystematyzować swoje priorytety: tyle czasu mam dla siebie, tyle poświęcam na pracę – i w obu przypadkach dawać z siebie wszystko. W to, co robię wkładam zawsze całego siebie: bardzo dużo pracuję, ale też bardzo dużo się uczę, poświęcam mnóstwo czasu swojej firmie i ludziom, którzy ze mną pracują. I dzięki temu mam zadowalajace efekty!
Żeby tyle pracować, trzeba być pasjonatem! Po prostu - kochać swój zawód!
Koniecznie! To jest podstawa sukcesu. Jeżeli nie kochałbym swojej pracy, gdyby nie byłaby moją wielką pasją, z całą pewnością nie byłbym dzisiaj w tym miejscu, w którym jestem. Ani fizycznie, ani psychicznie nie byłbym w stanie tego dokonać. Ten zawód jest piękny, ale nieprawdopodobnie wymagający. Trzeba być artystą i rzemieślnikiem, trochę psychoterapeutą i trochę "strongmenem". Bo to w końcu ciężka fizyczna praca, obciążająca nogi, ręce, kręgosłup. I jeszcze jedno - zawsze to powtarzałem i nie zmienię zdania - to jest zawód dla ludzi myślących. Kiedyś się mówiło: "jak nie chce ci się uczyć, to idź na fryzjera". Te czasy dawno już minęły! Dzisiaj, chcąc osiągnąć sukces w tym zawodzie, trzeba się bardzo dużo uczyć. Nie zaryzykowałbym twierdzenia, że trzeba mieć dobrze przemyślany plan (bo ja takiego nie miałem), ale na pewno warto mieć w głowie pomysł na siebie. Inaczej mówiąc - umieć wyjść do ludzi, bo w dzisiejszym świecie już nie sprawdza się powiedzenie: "siedź w kącie, a znajdą cię". Dzisiaj można być najwspanialszym fachowcem, najlepszym fryzjerem, ale jeżeli człowiek nie umie swoich umiejętności pokazać innym, nikt się nigdy o nim nie dowie. Ja miałem szczęście, że producenci telewizyjnego "Idola" zaprosili mnie do współpracy przy programie.
"Idol" stał się trampoliną Twojej kariery?
Dzięki niemu stałem się znany. Tylko tyle i aż tyle. Bo za sprawą tego programu mój warsztat ani nie zyskał, ani nie stracił. Proszę mnie dobrze zrozumieć - na pewno jestem teraz bardziej doświadczony, jednak podwaliny wiedzy fryzjerskiej i wyobraźnię, którą miałem 7 lat temu, mam i dzisiaj. To jest ważne. W tym zawodzie jest wielu – przepraszam za wyrażenie - hochsztaplerów. Pojawiają się nowi fryzjerzy, nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, którzy z dnia na dzień stają się znani i uwielbiani. Wystarczy, że jedna - dwie gwiazdy usiądą na ich fotelu. Potem jest zachłyśnięcie się chwilową "sławą", parę wywiadów telewizyjnych, złote karty do najlepszych klubów… Wydaje się, że ta bitwa jest wygrana, a tu jeden, drugi, piąty czy piętnasty klient odchodzi rozczarowany i... sława rozsypuje się jak domek z kart. "Profesjonalista" znika raz na zawsze. Ja mam to szczęście, że gwiazdy, z którymi przed laty zaczynałem współpracę, są mi wierne do dzisiaj. Żadna osoba nie porzuciła mnie dla nowego "obiektu westchnień" fryzjerstwa. To nieskromne co powiem, ale przecież nie ma lepszego dowodu na rzetelność warsztatu - na który składa się technika, profesjonalizm i oczywiście pracowitość. Bo to nie jest tak, że marzę o czymś, ale nic nie robię, by to marzenie zrealizować. A później mam pretensję i żal do całego świata, że coś się nie powiodło. Nie! Mnie by się w życiu nic nie udało, gdybym na to wszystko ciężko nie zapracował. Z tego się bierze moje poczucie własnej wartości i wiary w siebie - wiem, że siebie nigdy nie zawiodę. Nie zawiodę mojej marki, firmy, ludzi, którzy ze mną pracują i klientów. Staram się zmierzać ku lepszemu. Zabrzmiało to zbyt patetycznie i dumnie, więc... lepiej tego nie pisz...
Dlaczego? Pewność siebie, to przecież nie to samo, co pycha. To cecha charakteru, która przydaje się w każdej dziedzinie życia, a co za tym idzie - w każdej pracy.
To prawda. Niestety w Polsce ludzie uważają, że pewność siebie to bardzo negatywna cecha, wręcz wada. Moim zdaniem trzeba umieć pracować nad sobą i swoimi wadami, ale także przyznawać się do swoich mocnych stron: "tak, jestem dobry", "tak, idę do przodu", "tak, wiem, czego chcę i w jakim kierunku zmierzam". Uważam, że bardzo nieszczęśliwi są ci, którzy nie wiedzą, po co żyją, dlaczego, dokąd chcą iść, z kim i co chcą robić. Tacy ludzie nigdy w życiu do niczego nie dojdą! Nie lubię też godzenia się na to, co przynosi los. Trzeba włożyć trochę wysiłku, żeby mieć wpływ na to, co się wydarzy w naszym życiu.
Na początku rozmowy zaznaczyłeś, że ciągle się uczysz, rozwijasz. To też jest odwaga - umieć powiedzieć: nie wszystko jeszcze potrafię, wciąż bardzo dużo muszę się nauczyć.
Jeden z moich mistrzów, jeden z największych tuzów światowego fryzjerstwa, powiedział mi: "pamiętaj, że jeżeli stwierdzisz, że już wszystko umiesz, to będzie po tobie". Te słowa bardzo głęboko utkwiły mi w pamięci. Dlatego do tego zawodu trzeba mieć wielki dystans i równie dużo pokory. Poza tą całą filozofią trzeba jednak pamiętać, że uprawiam zawód usługowy – jestem po to, żeby służyć ludziom, upiększać ich. To, że wiele osób zabiega o moje względy, wiele stacji czy gazet chce ze mną współpracować, jest bardzo miłe. To oczywiście nobilitacja, pewnego rodzaju "korona" tego zawodu, która jednak w żadnej mierze nie upoważnia do chodzenia z głową w chmurach. To zresztą nie leży w mojej naturze. Proszę zresztą zauważyć, że prawdziwe gwiazdy, nie tylko fryzjerstwa, ale i światowego show-businessu bywają najskromniejsze. Ja zaś miałem to szczęście, że pokory dane mi było się uczyć od tych największych, którzy zasiadali i zasiadają na moim fotelu.
Jak się buduje wizerunek gwiazd? To chyba wielka odpowiedzialność?
Oczywiście, że tak. Jeśli jestem zapraszany do ważnego projektu np. dużej sesji zdjęciowej i wybierają mnie trzy ważne osoby: klient, czyli ktoś, kto zleca tę usługę, gwiazda tego projektu oraz fotograf, który na planie zdjęciowym jest pierwszy po Bogu, (bo to on dzierży berło w dłoni i decyduje "chcę pracować z tym fryzjerem i tym wizażystą") - to jest to dla mnie wielki honor. Ale także duża presja – bo znalazłem się w gronie profesjonalistów, którzy mają w stosunku do mnie bardzo wysokie oczekiwania. Kocham takie wyzwania. I jeżeli wciąż dzwonią do mnie z różnych pism, zapraszają mnie do udziału w sesjach, a panowie fotografowie polecają mnie jako fryzjera, to jest dla mnie najlepszy znak, że spełniam ich oczekiwania.
Uchyl proszę rąbka tajemnicy: jak się pracuje z gwiazdami? Bywają bardzo kapryśne?
Jeśli pod pojęciem "gwiazdy" rozumieć osoby, które coś w życiu osiągnęły, są spełnione zawodowo, mają zapewnione miejsce w panteonie sław – to muszę przyznać, że dobrze znają siebie samych, mają styl i gust. Wiedzą też doskonale, na co mogą sobie pozwolić, a czego powinny unikać. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś taki przyszedł do mnie, żądając przysłowiowego "nieporozumienia" na głowie. A tak często zdarza się w przypadku klientów, którzy przynoszą mi zdjęcie wyrwane z gazety i proszą o powtórkę takiego "wyczynu". Niełatwo wtedy wyperswadować zmianę planu… A przecież klient musi mieć pełne zaufanie do fryzjera. Dobra fryzura musi przecież pasować do osobowości, temperamentu, ale też rodzaju wykonywanej pracy. Fryzjer – oprócz warsztatu – musi mieć wyobraźnię i zmysł improwizacji. Musi być artystą w swoim fachu. Być może to powód, dla którego lepiej przychodzi mi dogadywanie się z artystami? Niezależnie od tego, co wpisują w rubryce: zawód.
Dziękuję za rozmowę. I życzę dalszych sukcesów.















