Czwartek, 20 Listopada 2008. Imieniny: Anatola, Rafała
Wyszukaj zaawansowane
Ostatnie Cogito
Archiwum
Sztuka pisania: Co z turlającą się buźką?

Korzystanie z mediów elektronicznych to znak naszych czasów. Skoro używamy ich do komunikacji ze znajomymi, to dlaczego za ich pomocą nie przeprowadzić wywiadu? Zadamy pytania w e-mailu lub na Gadu-Gadu i (...)

Ankieta

MEN chce wprowadzić do szkół ekonomię w praktyce. Powinny to być:
1. zajęcia fakultatywne
64.1 % 64.1 % (41 os.)
2. lekcje obowiązkowe
23.4 % 23.4 % (15 os.)
3. to zbędny przedmiot
10.9 % 10.9 % (7 os.)
4. mam na ten temat inne zdanie
1.6 % 1.6 % (1 os.)
Prezentacja Pisma › 16. Cogito a w nim:

Obserwacje: Ignorancja RULEZ

Komentarze 0  Odsłony 254

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Giordano Bruno napisał, że ignorancja to najmilsza na świecie nauka, bo wchodzi do głowy bez wysiłku i nie powoduje depresji związanej z posiadaniem określonej wiedzy. Dziś tylko za to sformułowanie stałby się celebrytem. Na stosie palono by jego przeciwników.

Marek Łuszczyna

Ignorancja od kilku lat zaczyna być czymś powszechnie akceptowanym, naturalnym, w żadnej mierze nieprzysparzającym obciachu. Rozpycha się bezceremonialnie i przenika do kolejnych środowisk. Nie wiesz czegoś – to się tym pochwal, brzmi jej maksyma.

"Nie przeczytałem w życiu żadnej książki grubszej niż 200-stronicowa i mam to gdzieś". Istnieje coraz więcej towarzystw i grup, w których sformułowanie takie nie oznacza niczego niestosownego. Możesz również rozmawiać o książce lub filmie, których nie znasz, a wiedzę czerpiesz jedynie z obiegowych opinii, telewizyjnych wywiadów, góra – krótkich recenzji prasowych. Jeżeli zabierzesz zdanie z wystarczającą pewnością siebie, butą i arogancją, nikt się nie połapie, tym bardziej że być może Twój interlokutor jest w identycznej sytuacji.


Pod koniec ubiegłego roku akademickiego w jednym z warszawskich akademików grupa studentów postanowiła wdrożyć w życie grę, której zasady poznali z książki Dawida Lodge’a pt: "Ignorancja". Gra jest prosta i polega na udowodnieniu grupie bawiących się brak wiedzy na temat jakiejś książki. Ktoś, kto udowodni, że nie czytał najbardziej oczywistej i popularnej pozycji, wygrywa. W jednej z zabaw zwyciężyła dziewczyna, która udowodniła, że nie przeczytała "Procesu" Franza Kafki. Wywołała tym tak dużą konsternację i niesmak, że przyznano jej pierwszą nagrodę. Powodem sukcesu była nie tylko popularność powieści, ale także to, że niezwykle podobała się innym współgrającym. Ktoś miał nawet powiedzieć: "Nie spodziewałbym się tego po tobie. Totalna ignorancja. Gratuluję pierwszego miejsca". W innej edycji zabawy kolega przekonał nadobne grono, że nie ma pojęcia, kto jest reżyserem filmu "Pulp Fiction" i o co w tym całym zachwycie chodzi. Proste – nie oglądał. Pytano, upewniano się, potem z mieszaniną zachwytu i grozy przyznano mu pierwsze miejsce.

Wzajemna gra nieznających

W gronie, w którym warto bywać, w którym rozmawia się na modne tematy dotyczące nowinek kulturalnych, wytworzyła się swoista gra – u jej podstaw leży ignorancja oraz pycha. Wiadomo, że coś trzeba znać, bo wypada, ale tak naprawdę wcale ta wiedza nie jest potrzebna, żeby komuś to znawstwo udowodnić. Rozmówcy nauczyli się rozmawiać o książkach, których nie czytali. Uderz się teraz w pierś, Drogi Czytelniku, i przemyśl, czy nigdy Ci się to nie przytrafiło. Wiedza czerpana ze strzępów informacji, wsparta agresywnym sposobem mówienia, może przekonać, że ktoś coś czytał, choć to guzik prawda. Zwłaszcza jeśli ma przekonać kogoś, kto jest w takiej samej sytuacji. Doskonałym przykładem jest "Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną" Doroty Masłowskiej i zamieszanie, które powstało wokół tej książki. Rozmawiano o niej wszędzie, obszernie, bez zahamowań, ze znawstwem. Niemal każdy okazywał się w owym sezonie literackim znawcą i krytykiem współczesnej literatury polskiej. Jest tak do dzisiaj. Niżej podpisany próbował przeprowadzać kawiarniane śledztwa, mające na celu sprawdzenie, do której strony powieści młodej pisarki udało się dotrzeć jego rozmówcom, ale zazwyczaj nadziewał się na pytanie: "Co głupio pytasz, nie czytałeś?" albo – częściej – "Sprawdzasz mnie, czy czytałem/am?". Pojawiało się agresywne zachowanie, bo badania niżej podpisanego były swoistym złamaniem reguł ignoranckiej gry, którą można i trzeba przyjąć, ale biada tym, którzy postanowią ją odrzucić i demaskować beztroskich rozmówców. Zazwyczaj okazywało się, że wiedza dotycząca książki sprowadzała się do pospiesznego przekartkowania egzemplarza w empiku. A większość rozmówców odrzucała nawet zalecenia Pierre’a Bayarda, autora dzieła "Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało". Mowa tam o "wirtualnej bibliotece", która wisi nad rozmówcami. Bayard radzi m.in., żeby wypowiadając się ze znawstwem na temat książki, której się nie czytało, posiadać choćby powierzchowną wiedzę. Tę dostępną na skrzydełkach obwolut.

Ignorancja rządzi

Coraz częściej jednak nie ma udawania. Nie wiem i kropka. Nie wiem i to jest jazzy. Nie wiem i wbijam tym w kompleksy tego, który wie. Można o swojej niewiedzy mówić, pozostawiając w rozbawionych rozmówcach niepewność co do tego, czy żartujemy, czy naprawdę nie mamy pojęcia, kto jest autorem "Hamleta". Jednak balansowanie na granicy dowcipu tak czy inaczej ma sprawić, że z powodu naszej – lekko udawanej lub absolutnie prawdziwej – ignorancji, brylujemy w towarzystwie.
– Bo to jest zachowanie trochę terroryzujące – mówi Mariusz, uczeń 1 Społecznego LO w Warszawie. – Trudno się do niego odnieść. Trudno o wypowiedź kogoś, kto nie jest ignorantem ani nie potrafi przyjąć takiej konwencji zabawy. Jedyną reakcją jest milczenie i patrzenie z zażenowaniem i pocącymi się rękami. Może to stanowi o beztrosce i pozornym sukcesie zachowujących się w tak jaskrawy sposób. Po prostu jedni milczą, inni śmieją się z grzeczności, a jeszcze innych naprawdę to bawi – dodaje Mariusz.
–A je nie widzę nic złego w tym, że czegoś tam nie czytałem. Mam się jakoś wstydzić, jestem gorszym człowiekiem przez to? – odparowuje pytaniem Kuba z Zespołu Szkół Zawodowych w Warszawie. – Poza tym mało który mój kolega jest poliglotą [red. erudytą]. Przede wszystkim chodzi o to, żeby się dobrze czuć wśród swoich kumpli, a jak na przykład ktoś dołączy do naszego grona, kto czyta i jest inteligent, to niestety, przecież nie będziemy się do niego dostosowywać. No, chyba że jakaś naprawdę fajna laska, to się powie, że się coś tam czytało.
– A co czytałeś? – pytam.
– "Placówkę" Prusa. Fajna.
Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Jest to wersja beta serwisu. W przypadku zauważenia nieprawidłowości w działaniu strony napisz do nas!
Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.