Słówko o wolności
majeczka1817 - artukuł dodany 2008-10-10 11:52
4
3.6
167
Sens metaforyczny szybkiego dojrzewania i "wylatywania" z rodzinnego domu.
Jeśli ktoś by zapytał mnie, w czym jestem najlepsza, nie zastanawiałabym się ani chwili. Jestem najlepsza w gubieniu różnych przedmiotów.
Obiektem, który wymyka mi się spod kontroli i ląduje w różnych przedziwnych miejscach jest najczęściej mój szkolny identyfikator. W ciągu 7 miesięcy zgubiłam go 16 razy. I 16 razy musiałam iść tymi samymi schodami, otwierać te same drzwi i 16 razy prosić o ten sam identyfikator.
Z drugiej strony zastanawiam sie, czemu po 10 razie nikt nie zaproponował mi wyrobienie całej kolekcji naraz ;)
Tego dnia otwierając plecak zauważyłam, że znów zapodziałam gdzieś moją plakietkę. Udałam się więc do pracowni graficznej, tuż obok szkoły, i odbywając po raz 17 ten sam rytuał, zamówiłam kolejny identyfikator.
(Ciekawa jestem, jaki mają limit przyznawania jednego identyfikatora na osobę).
Wychodząc z małego biura, przystanęłam na ostatnim schodku. Jeszcze nigdy nic tak nie przyciągnęło mojej uwagi (oprócz 45 odcinków Magdy M oczywiście). Stałam jak zaklęta. Wpatrywalam się w nieduży, przeźroczysty, foliowy worek, który być może tak, jak ja przed chwilą, odbywał swój rytuał. Poruszał się, unoszony przez wiatr...
Chociaż miałam wrażenie, jak rytuał ten był rodzajem walki. Worek nie chciał poddać się wiatru. Mijali się. Worek nie dawał za wygraną.
Dlaczego miał się podporządkować, jak inne lekkie rzeczy? Chciał decydować sam za siebie, dokąd poleci i czy poleci. Miał mocny charakter. W pewnym momencie to wiatr dał za wygraną.
Worek poszybował w górę i tam zaczął kończyć swój rytuał... Piękny, spokojny taniec. Szybował coraz to w inną stronę, w dół, w górę. Był wolny... Korzystał z życia. Próbował coraz to nowych figur, pozycji, kierunków. Niektóre wyraźnie były niebezpieczne, nie wskazane dla niego, ale On lubił ryzyko. Lubił się bać.
W pewnym momencie źle wybrał kierunek i trafił na dużą antenę wystającą z okna. Zawisł na niej. Nie mógł się poruszać. Nie mógł latać ani tańczyć. Zaczął żałować, że nie poddał się wiatru, że tak szybko chciał się usamodzielnić. Nie chciał kończyć swojego rytuału w ten sposób.
Wiatr zawiał mocniej, pomagając mu się wyzwolić od anteny. Znów był pod jego kontrolą.
I tak było mu lepiej....
Jeśli ktoś by zapytał mnie, w czym jestem najlepsza, nie zastanawiałabym się ani chwili. Jestem najlepsza w gubieniu różnych przedmiotów.
Obiektem, który wymyka mi się spod kontroli i ląduje w różnych przedziwnych miejscach jest najczęściej mój szkolny identyfikator. W ciągu 7 miesięcy zgubiłam go 16 razy. I 16 razy musiałam iść tymi samymi schodami, otwierać te same drzwi i 16 razy prosić o ten sam identyfikator.
Z drugiej strony zastanawiam sie, czemu po 10 razie nikt nie zaproponował mi wyrobienie całej kolekcji naraz ;)
Tego dnia otwierając plecak zauważyłam, że znów zapodziałam gdzieś moją plakietkę. Udałam się więc do pracowni graficznej, tuż obok szkoły, i odbywając po raz 17 ten sam rytuał, zamówiłam kolejny identyfikator.
(Ciekawa jestem, jaki mają limit przyznawania jednego identyfikatora na osobę).
Wychodząc z małego biura, przystanęłam na ostatnim schodku. Jeszcze nigdy nic tak nie przyciągnęło mojej uwagi (oprócz 45 odcinków Magdy M oczywiście). Stałam jak zaklęta. Wpatrywalam się w nieduży, przeźroczysty, foliowy worek, który być może tak, jak ja przed chwilą, odbywał swój rytuał. Poruszał się, unoszony przez wiatr...
Chociaż miałam wrażenie, jak rytuał ten był rodzajem walki. Worek nie chciał poddać się wiatru. Mijali się. Worek nie dawał za wygraną.
Dlaczego miał się podporządkować, jak inne lekkie rzeczy? Chciał decydować sam za siebie, dokąd poleci i czy poleci. Miał mocny charakter. W pewnym momencie to wiatr dał za wygraną.
Worek poszybował w górę i tam zaczął kończyć swój rytuał... Piękny, spokojny taniec. Szybował coraz to w inną stronę, w dół, w górę. Był wolny... Korzystał z życia. Próbował coraz to nowych figur, pozycji, kierunków. Niektóre wyraźnie były niebezpieczne, nie wskazane dla niego, ale On lubił ryzyko. Lubił się bać.
W pewnym momencie źle wybrał kierunek i trafił na dużą antenę wystającą z okna. Zawisł na niej. Nie mógł się poruszać. Nie mógł latać ani tańczyć. Zaczął żałować, że nie poddał się wiatru, że tak szybko chciał się usamodzielnić. Nie chciał kończyć swojego rytuału w ten sposób.
Wiatr zawiał mocniej, pomagając mu się wyzwolić od anteny. Znów był pod jego kontrolą.
I tak było mu lepiej....















Odnosnie plakietki to nie zastanawialas sie juz moze czy ktos sobie ich po prostu nie kolekcjonuje?:D