Właściwie to nie bolało
Lia - artukuł dodany 2008-10-09 19:59
19
4.1
514
Wyobraźcie sobie, że nie spotykacie na swojej drodze nikogo ani niczego co nadałoby waszemu życiu sens... Wiecie jak to jest?
Kapkapkapkapkap...
Właściwie to nie bolało. W porównaniu z resztą mojego osiemnastoletniego życia podcięcie sobie żył to pikuś. Zanurzyłam rękę w gorącej wodzie. Zabarwiła się malowniczo na czerwono. Jeszcze tylko chwilę poboli...
Urodziłam się 18 lat, 3 miesiące i 16 dni temu. Rodzice rozwiedli się gdy miałam pięć lat. Potem tłumy ojczymów i macoch. Kłótnie o prawa rodzicielskie. O mieszkanie. O alimenty.
Niedawno matka znów wyszła za mąż. Ojczym jest całkiem okej, jeśli jest trzeźwy. Jeśli nie to np. przygwoździł mnie stołem do podłogi... Lub krzyczał, że lepiej by było, gdyby mnie matka nie urodziła. Kij z tym, że wtedy by matki nie poznał.
To nieprawda, że życie przewija się umierającemu przed oczami. Sama sobie to wszystko przypominam.
W szkole zawsze szło mi nieźle. Czwórki, czasem tróje, czasem piątki. Dostałam się do dobrego liceum. Z klasą dogadywałam się nieźle. Nawet przyjaciółkę miałam. Dorotę. Tak, to czas przeszły. Poszło o chłopaka. Przystojny brunet o zielonych oczach. Marzenie. Zawrócił nam w głowie. Wybrał mnie. Niestety...
Byłam z nim dwa lata. Miał na imię Eryk. Był dla mnie najbliższą i najdroższą osobą. Znów czas przeszły, wiem. Odkąd wyznał mi miłość codziennie wieczorem wysyłał mi SMS-a - "Dobranoc:* Kocham Cię". Przez rok, pięć miesięcy i osiemnaście dni. Ostatnio, po wakacjach coś się zmieniło. Od miesiąca i dwóch dni jestem sama. Na pożegnanie usłyszałam:
- Powiedziałem Ci, że Cię kocham, bo chciałem zobaczyć Twoje piersi.
Zobaczył. I nie tylko...
Oparłam głowę o krawędź wanny i przymknęłam oczy. Nie chciałam oglądać kafelków łazienki w hostelu.
Hostel... Ubłagałam mamę i puściła mnie do znajomych z Torunia. O tej porze powinnam witać się z nimi na Dworcu. Szkoda tylko, że miesiąc temu zginęli w wypadku samochodowym. Pijany kierowca wyprzedzał naprzeciwko. A ja jestem w Gdańsku. Ostatniego dnia życia po raz pierwszy zerwałam się ze szkoły, by zdążyć na pociąg tutaj.
Morze... Przypomniały mi się wakacje z ojcem, jego panną i przyrodnim bratem. Gdy tylko nadażyła się okazja, chodziłam na samotne spacery po plaży, posłuchać szumu fal. Najpiękniejsza muzyka.
A ojciec? Egoistyczny samiec. Ma dzieci, bo tak wyszło. Sumienie zastępuje prezentami i kasą. Cieszy się, że nie musi dzieci wychowywać a ma się czym pochwalić. Cieszy się też z zabawy z synem - takich powrotów do młodości. Nieźle manipuluje ludźmi. Oczekuje zrozumienia i chce ułożyć swoje życie. Znów. Z kolejną.
Komórka. "Wyginam śmiało ciało...". SMS. Wyrwana z rozmyślań o rodzinie nie miałam chęci sięgnąć po telefon. Zresztą nie wiem, czy bym się do niego doczołgała. Pewnie i tak to reklama. Kto mógłby do mnie pisać?
Ostatnio wymieniłam pare SMS-ów z "braciszkiem" - przyjacielem poznanym za pośrednictwem internetowego RPG-a. Wyjechał do Anglii na studia. Wątpię by wrócił.
- Jak myślisz, w ile wykrwawia się człowiek? - już na początku znajomości przywykł do dziwnych pytań, które dostawał ode mnie w różnych porach dnia i nocy.
- Jak tętnica szyjna to w 4 minuty... Jak w udzie, to chyba tyle samo, a po co Ci ta wiedza?
- To czemu ludzie tną się po przegubach?
- Nie wiem... Bo są głupi? Tudzież chcą, a boją się.
- Bo chcą by ktoś ich uratował.
Mnie nie ma kto ratować. Ci co by chcieli albo umarli, albo odeszli. Nikt...
Wyciągnęłam rękę z wanny i z trudem oparłam ją o krawędź wanny.
Kapkapkap...
Ból otrzeźwia.
Kap. Kap. Kap.
Ale ból fizyczny.
Ból psychiczny obezwładnia.
Kap.
Żyletka wyleciała mi z ręki.
Kap.
Bolało w głowie.
Kap.
Już nic nie boli...
Kap.
Kap.
Kap.
Treść SMS-a:
Kap kap kap...
Już głowa nie boli.
Kap kap kap...
Już koniec niedoli.
Karetka na światłach nadziei
Pędzi ku krwi Twej strumieniu mierzei.
Palce na szyi w zimnym bezruchu
Szukają tętna nikłego okruchu...
Lecz mimo starań dłońmi ku sercu
Zbliżają pierś Twą w żałosnym lamencie.
Powieka nie drgnie.
Nie spojrzy ku słońcu.
Nie ujrzy go więcej.
Pani z karetki ociera twarz,
W uszach przysięgę lekarską ma:
Chroń życie ludzkie, tylko je masz.
Płacze i myśli "nie było nas na czas".
W drzwiach pan z bordowym pudełkiem
Na klęczki opada...
Kręci się w kółko obrączka złotawa.
Kurier drżąc mu kopertę podaje -
Dostała pracę...
Odejść mogły żale.
Obrączka, praca, przystojny pan...
Teraz chryzantem pierścień,
Czarny karawan,
Trumna dębowa.
Pan w szpitalu z drzwiami bez klamek.
Firma upadła razem z tym panem.
Bezrobotni, głodni, byli pracownicy.
Kap. Kap. Kap.
Straciła marzenia.
Kap. Kap. Kap.
Zniszczyła istnienie.
Kap.
Kapkapkapkapkap...
Właściwie to nie bolało. W porównaniu z resztą mojego osiemnastoletniego życia podcięcie sobie żył to pikuś. Zanurzyłam rękę w gorącej wodzie. Zabarwiła się malowniczo na czerwono. Jeszcze tylko chwilę poboli...
Urodziłam się 18 lat, 3 miesiące i 16 dni temu. Rodzice rozwiedli się gdy miałam pięć lat. Potem tłumy ojczymów i macoch. Kłótnie o prawa rodzicielskie. O mieszkanie. O alimenty.
Niedawno matka znów wyszła za mąż. Ojczym jest całkiem okej, jeśli jest trzeźwy. Jeśli nie to np. przygwoździł mnie stołem do podłogi... Lub krzyczał, że lepiej by było, gdyby mnie matka nie urodziła. Kij z tym, że wtedy by matki nie poznał.
To nieprawda, że życie przewija się umierającemu przed oczami. Sama sobie to wszystko przypominam.
W szkole zawsze szło mi nieźle. Czwórki, czasem tróje, czasem piątki. Dostałam się do dobrego liceum. Z klasą dogadywałam się nieźle. Nawet przyjaciółkę miałam. Dorotę. Tak, to czas przeszły. Poszło o chłopaka. Przystojny brunet o zielonych oczach. Marzenie. Zawrócił nam w głowie. Wybrał mnie. Niestety...
Byłam z nim dwa lata. Miał na imię Eryk. Był dla mnie najbliższą i najdroższą osobą. Znów czas przeszły, wiem. Odkąd wyznał mi miłość codziennie wieczorem wysyłał mi SMS-a - "Dobranoc:* Kocham Cię". Przez rok, pięć miesięcy i osiemnaście dni. Ostatnio, po wakacjach coś się zmieniło. Od miesiąca i dwóch dni jestem sama. Na pożegnanie usłyszałam:
- Powiedziałem Ci, że Cię kocham, bo chciałem zobaczyć Twoje piersi.
Zobaczył. I nie tylko...
Oparłam głowę o krawędź wanny i przymknęłam oczy. Nie chciałam oglądać kafelków łazienki w hostelu.
Hostel... Ubłagałam mamę i puściła mnie do znajomych z Torunia. O tej porze powinnam witać się z nimi na Dworcu. Szkoda tylko, że miesiąc temu zginęli w wypadku samochodowym. Pijany kierowca wyprzedzał naprzeciwko. A ja jestem w Gdańsku. Ostatniego dnia życia po raz pierwszy zerwałam się ze szkoły, by zdążyć na pociąg tutaj.
Morze... Przypomniały mi się wakacje z ojcem, jego panną i przyrodnim bratem. Gdy tylko nadażyła się okazja, chodziłam na samotne spacery po plaży, posłuchać szumu fal. Najpiękniejsza muzyka.
A ojciec? Egoistyczny samiec. Ma dzieci, bo tak wyszło. Sumienie zastępuje prezentami i kasą. Cieszy się, że nie musi dzieci wychowywać a ma się czym pochwalić. Cieszy się też z zabawy z synem - takich powrotów do młodości. Nieźle manipuluje ludźmi. Oczekuje zrozumienia i chce ułożyć swoje życie. Znów. Z kolejną.
Komórka. "Wyginam śmiało ciało...". SMS. Wyrwana z rozmyślań o rodzinie nie miałam chęci sięgnąć po telefon. Zresztą nie wiem, czy bym się do niego doczołgała. Pewnie i tak to reklama. Kto mógłby do mnie pisać?
Ostatnio wymieniłam pare SMS-ów z "braciszkiem" - przyjacielem poznanym za pośrednictwem internetowego RPG-a. Wyjechał do Anglii na studia. Wątpię by wrócił.
- Jak myślisz, w ile wykrwawia się człowiek? - już na początku znajomości przywykł do dziwnych pytań, które dostawał ode mnie w różnych porach dnia i nocy.
- Jak tętnica szyjna to w 4 minuty... Jak w udzie, to chyba tyle samo, a po co Ci ta wiedza?
- To czemu ludzie tną się po przegubach?
- Nie wiem... Bo są głupi? Tudzież chcą, a boją się.
- Bo chcą by ktoś ich uratował.
Mnie nie ma kto ratować. Ci co by chcieli albo umarli, albo odeszli. Nikt...
Wyciągnęłam rękę z wanny i z trudem oparłam ją o krawędź wanny.
Kapkapkap...
Ból otrzeźwia.
Kap. Kap. Kap.
Ale ból fizyczny.
Ból psychiczny obezwładnia.
Kap.
Żyletka wyleciała mi z ręki.
Kap.
Bolało w głowie.
Kap.
Już nic nie boli...
Kap.
Kap.
Kap.
Treść SMS-a:
Kap kap kap...
Już głowa nie boli.
Kap kap kap...
Już koniec niedoli.
Karetka na światłach nadziei
Pędzi ku krwi Twej strumieniu mierzei.
Palce na szyi w zimnym bezruchu
Szukają tętna nikłego okruchu...
Lecz mimo starań dłońmi ku sercu
Zbliżają pierś Twą w żałosnym lamencie.
Powieka nie drgnie.
Nie spojrzy ku słońcu.
Nie ujrzy go więcej.
Pani z karetki ociera twarz,
W uszach przysięgę lekarską ma:
Chroń życie ludzkie, tylko je masz.
Płacze i myśli "nie było nas na czas".
W drzwiach pan z bordowym pudełkiem
Na klęczki opada...
Kręci się w kółko obrączka złotawa.
Kurier drżąc mu kopertę podaje -
Dostała pracę...
Odejść mogły żale.
Obrączka, praca, przystojny pan...
Teraz chryzantem pierścień,
Czarny karawan,
Trumna dębowa.
Pan w szpitalu z drzwiami bez klamek.
Firma upadła razem z tym panem.
Bezrobotni, głodni, byli pracownicy.
Kap. Kap. Kap.
Straciła marzenia.
Kap. Kap. Kap.
Zniszczyła istnienie.
Kap.















jeszcze raz składam pokłon i Pozdrawiam :)