Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi
Tarantinka - artukuł dodany 2008-10-09 23:39
1
3.2
302
Czyli wnikliwy poradnik jak odnaleźć się w "wyścigu szczurów".
Promocja komedii, określanej mianem brytyjskiej odpowiedzi na DIABEŁ UBIERA SIĘ U PRADY, mocno zaostrzyła apetyty. Niestety, ostatecznie film pozostawia lekki niedosyt.
Zacznijmy jednak od początku, opowiadana historia jest bowiem jedną z tych, które wydarzyły się naprawdę. Brytyjski dziennikarz Toby Young na ścieżce swojej kariery dostrzegł dróżkę wiodącą wprost do Mekki wszystkich dziennikarzy – na nowojorski Manhattan. Spełniając swoje marzenia poznał świat sławnych i bogatych, gdzie piękne modelki są na wyciągnięcie ręki. Dosłownie. Przeżycia z tego okresu spisał w uszczypliwym pamiętniku, zatytułowanym bardzo chwytliwie: JAK STRACIĆ PRZYJACIÓŁ I ZRAZIĆ DO SIEBIE LUDZI...
Świat filmu w końcu upomniał się o swoje. Dostrzegając niezwykły potencjał drzemiący w powieści, stworzył kinową adaptację, która niechybnie stanie się hitem.
Fabuła ma się podobnie. Sydney Young redaguje marną gazetkę, która za cel stawia sobie jak największe szyderstwo z celebrities. Wkrótce, niewyróżniający się niczym "angol" dostaje propozycję pracy w jednym z największych amerykańskich magazynów. Leci więc do Ameryki, gdzie czeka go prawdziwa kąpiel w sławie gwiazd o których pisze. Nie ważne, że na początku marnuje swój talent na schlebianie grubym rybom z Hollywoodu...
W filmie, o dziwo, zgodziły się wystąpić prawdziwe gwiazdy. Główną rolę zagrał fantastyczny brytyjski komik Simon Pegg, widziany ostatnio chociażby w HOT FUZZ. Spisał się rewelacyjnie. Tak naprawdę to on jest tu motorem napędowym akcji.
Gag goni gag, a najczęściej jest to jego zasługa. Swoich pazurków wcale nie stępił, a wręcz przeciwnie! Niemiłosiernie zadziorny i drapieżny w znakomity sposób atakuje "nietykalnych". Na drugim planie same z siebie śmieją się obecne gwiazdki fabryki snów. Megan Fox miała tu tylko ładnie wyglądać i być głupiutka, i to udało jej się najlepiej. Miłą niespodziankę zrobiła Gillian Anderson, która w roli zimnej i wrednej Eleanor odnalazła się znakomicie.
Wszystko fajnie, fajnie, aktorzy spisują się znakomicie, dialogi skrzą się od dowcipu, ale jednak czegoś tu brak. Ta uszczypliwość nie jest na 100%. Prawdę powiedziawszy, naprawdę szczery jest tu właśnie Simon Pegg, który nie zna skrupułów. I chwała mu za to! Czy stał się, jak prawdziwy Toby Young, tego zapewne się nie dowiemy, ale świetnie pokazał przemianę szaraczka w grubą rybę dziennikarstwa. Reszta aktorów, choć również znakomita, blednie przy nim.
Mimo, że scenariuszowi można zarzucać zbytnią pobłażliwość w niektórych kwestiach, na plus zapisały się niektóre, jakże ciekawe, odwołania do światowej kinematografii. Nie są zbyt nachalne, a wręcz przeciwnie, tworzą dodatkowy smaczek filmu. "Nie jest pani Lebowski tylko Kowalski"! szkoda, że ta kwestia nie padła z ust Jeffa Bridgesa.
Komedia komedią, ale warto też skupić się na tej podskórnej warstwie filmu.
Pod przykrywką niezłej zabawy kryje się bezlitosna ocena współczesnego dziennikarstwa, które niejednokrotnie już dowiodło, że "schodzi na psy".
W dobie kolorowych pisemek i internetowych plotkarskich zwierzaczków, pogoń za sensacją i kłamstwa zastąpiły rzetelność, bo dzisiejszy żurnalista ma władzę!
To on może stworzyć, ale i zniszczyć każdą karierę!
Nie zawsze sprawiedliwe, ale jednak...
Promocja komedii, określanej mianem brytyjskiej odpowiedzi na DIABEŁ UBIERA SIĘ U PRADY, mocno zaostrzyła apetyty. Niestety, ostatecznie film pozostawia lekki niedosyt.
Zacznijmy jednak od początku, opowiadana historia jest bowiem jedną z tych, które wydarzyły się naprawdę. Brytyjski dziennikarz Toby Young na ścieżce swojej kariery dostrzegł dróżkę wiodącą wprost do Mekki wszystkich dziennikarzy – na nowojorski Manhattan. Spełniając swoje marzenia poznał świat sławnych i bogatych, gdzie piękne modelki są na wyciągnięcie ręki. Dosłownie. Przeżycia z tego okresu spisał w uszczypliwym pamiętniku, zatytułowanym bardzo chwytliwie: JAK STRACIĆ PRZYJACIÓŁ I ZRAZIĆ DO SIEBIE LUDZI...
Świat filmu w końcu upomniał się o swoje. Dostrzegając niezwykły potencjał drzemiący w powieści, stworzył kinową adaptację, która niechybnie stanie się hitem.
Fabuła ma się podobnie. Sydney Young redaguje marną gazetkę, która za cel stawia sobie jak największe szyderstwo z celebrities. Wkrótce, niewyróżniający się niczym "angol" dostaje propozycję pracy w jednym z największych amerykańskich magazynów. Leci więc do Ameryki, gdzie czeka go prawdziwa kąpiel w sławie gwiazd o których pisze. Nie ważne, że na początku marnuje swój talent na schlebianie grubym rybom z Hollywoodu...
W filmie, o dziwo, zgodziły się wystąpić prawdziwe gwiazdy. Główną rolę zagrał fantastyczny brytyjski komik Simon Pegg, widziany ostatnio chociażby w HOT FUZZ. Spisał się rewelacyjnie. Tak naprawdę to on jest tu motorem napędowym akcji.
Gag goni gag, a najczęściej jest to jego zasługa. Swoich pazurków wcale nie stępił, a wręcz przeciwnie! Niemiłosiernie zadziorny i drapieżny w znakomity sposób atakuje "nietykalnych". Na drugim planie same z siebie śmieją się obecne gwiazdki fabryki snów. Megan Fox miała tu tylko ładnie wyglądać i być głupiutka, i to udało jej się najlepiej. Miłą niespodziankę zrobiła Gillian Anderson, która w roli zimnej i wrednej Eleanor odnalazła się znakomicie.
Wszystko fajnie, fajnie, aktorzy spisują się znakomicie, dialogi skrzą się od dowcipu, ale jednak czegoś tu brak. Ta uszczypliwość nie jest na 100%. Prawdę powiedziawszy, naprawdę szczery jest tu właśnie Simon Pegg, który nie zna skrupułów. I chwała mu za to! Czy stał się, jak prawdziwy Toby Young, tego zapewne się nie dowiemy, ale świetnie pokazał przemianę szaraczka w grubą rybę dziennikarstwa. Reszta aktorów, choć również znakomita, blednie przy nim.
Mimo, że scenariuszowi można zarzucać zbytnią pobłażliwość w niektórych kwestiach, na plus zapisały się niektóre, jakże ciekawe, odwołania do światowej kinematografii. Nie są zbyt nachalne, a wręcz przeciwnie, tworzą dodatkowy smaczek filmu. "Nie jest pani Lebowski tylko Kowalski"! szkoda, że ta kwestia nie padła z ust Jeffa Bridgesa.
Komedia komedią, ale warto też skupić się na tej podskórnej warstwie filmu.
Pod przykrywką niezłej zabawy kryje się bezlitosna ocena współczesnego dziennikarstwa, które niejednokrotnie już dowiodło, że "schodzi na psy".
W dobie kolorowych pisemek i internetowych plotkarskich zwierzaczków, pogoń za sensacją i kłamstwa zastąpiły rzetelność, bo dzisiejszy żurnalista ma władzę!
To on może stworzyć, ale i zniszczyć każdą karierę!
Nie zawsze sprawiedliwe, ale jednak...















