meltem-yilmaz-fot

Wierzę, że prawda zawsze się obroni!

Meltem Yılmaz jest turecką dziennikarką i powieściopisarką. Była pierwszą przedstawicielką tureckich mediów, która przeprowadziła wywiady z syryjskimi emigrantami w Turcji. Ich opowieści zainspirowały ją do napisania powieści „Soraya”, która ukazała się w tym roku także w Polsce.

 

Z.Z: W swojej pracy dziennikarskiej skupiasz się na opisywaniu historii osób wykluczonych społecznie i poszkodowanych – bezdomnych, narkomanów, bitych kobiet, azylantów… Dlaczego i w jakich okolicznościach zainteresowałaś się tą tematyką?

M.Y.: Moje zainteresowanie nie było przypadkowe. Wychowałam się w mieście na południu Turcji, gdzie poziom przestępczości był bardzo wysoki. Na szczęście dzięki wykształconym i opiekuńczym rodzicom mogłam cieszyć się spokojnym, bezpiecznym i wygodnym dzieciństwem, nietypowym dla tych okolic. Myślę, że to właśnie zderzenie dobrobytu i bezpieczeństwa z biedą i przemocą ukształtowały moje pisarskie zainteresowania. W domu i w szkole byłam odseparowana od wszelkiego zła, ale wychodząc na zewnątrz i obserwując świat, zdałam sobie sprawę, że różni się od mojego. Ta inność mnie zafascynowała. Byłam jej szalenie ciekawa, ciekawa świata za murami domu i szkoły, którego nie znałam. Zastanawiałam się na przykład, o czym marzy bezdomny mężczyzna, kładąc wieczorem głowę na kamieniu. To było pytanie, które zmotywowało mnie do działania i uczyniło ze mnie dziennikarkę

 

A jak to się stało, że zaczęłaś pisać o emigrantach?

Byłam pierwszą dziennikarką, która przeprowadziła wywiady z syryjskimi imigrantami w Turcji. Dzięki tym rozmowom zrozumiałam, że imigrant jest jak zerwany kwiat – z urwanym korzeniem i bez ziemi. Uchodźcy niosą ze sobą nie tylko dobytek, ale także swoje troski, smutki i miłości. Wszędzie czują się więźniami, nawet jeżeli nie ograniczają ich fizyczne mury. To, co sprawia im radość i daje pocieszenie, to muzyka i śpiew. To wszystko niebywale mnie poruszyło, ale też urzekło.

Równocześnie podczas tych rozmów zderzyłam się z ogromem cierpienia i biedy. Pięcioosobowa rodzina mieszkająca w pokoju o powierzchni 5 metrów kwadratowych, kobiety sprzątające cudze domy za garść orzeszków ziemnych, dzieci żebrzące na ulicach, złamane marzenia i utracone szczęście. Postrzegamy imigrantów przez pryzmat ich obecnej sytuacji, zapominając, kim byli wcześniej. Ja chciałam pisać o tym, kim byli swoim kraju, i w każdym z nich starałam się dostrzec jakąś ciekawą historię. Czułam, że te historie trzeba opowiedzieć i że to, co robię, ma głęboki sens.

 

Odwiedzałaś obozy dla uchodźców, czy ze swoimi rozmówcami spotykałaś się poza murami? Czy miałaś okazję przyjrzeć się temu, jak żyją? Opowiedz o tym, jak zbierałaś materiały do książki.

W Turcji dziennikarzom nie wolno wchodzić do obozów dla uchodźców. Żeby dotrzeć do moich bohaterów, kontaktowałam się z organizacjami pozarządowymi i szukałam dojścia do ludzi, którzy wydostali się z obozów. Pisałam o tym, co dzieje się za murami – o przemocy, nadużyciach, gwałtach. Po jakimś czasie skontaktował się ze mną doradca premiera i powiedział: „Dobrze, skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, jak wygląda obóz i co się tam dzieje, to jedź i zobacz”. I dzięki temu mogłam wejść do środka, co niezwłocznie uczyniłam.

Na pierwszy rzut oka sytuacja w obozie wydawała się dobra. Ale im bardziej zagłębiałam się w ten świat, tym wyraźniej widziałam, że to nie jest normalne życie, tylko jego tania imitacja. Ceniony farmaceuta z Syrii całymi dniami przesiadywał bezczynnie przed swoim namiotem, czekając na sen. Dzieci – piszcząc i śmiejąc się – grały w piłkę, ale kiedy słyszały samolot, w popłochu uciekały do namiotów. Kobiety sprzedawały przedmioty przyniesione zza murów przez ich mężów i wyglądały całkiem zwyczajnie, ale nawet odległe wycie syren sprawiało, że podrywały się z miejsc i rozglądały nerwowo. Tak jak wspominałam, wszystko było tanią imitacją normalnego życia. Atrapą.

Czy sytuacja kobiet w obozach jest tak dramatyczna, jak opisałaś to w powieści?

Wszystko, co zobaczyłam i usłyszałam na terenie obozu, a także to, co przeczytałam w gazetach, znalazło swoje odzwierciedlenie w powieści. Niestety, wiem, że dziewczynki były sprzedawane mężczyznom spoza obozu. W obozach wszechobecna jest przemoc i władze na to nie reagują. Chciałam, żeby moi czytelnicy poznali prawdę.

 

Czy emigranci mają szansę na lepsze życie? Jakie perspektywy mają kobiety, które mieszkają w obozach?

Przemoc i wykorzystywanie seksualne choćby jednej uciekającej przed okropieństwami wojny kobiety już byłoby przerażające i godne potępienia. A przecież liczby skrzywdzonych kobiet nie sposób sobie nawet wyobrazić. Istnieje nielegalna organizacja, która wmawia kobietom, że pomoże im znaleźć męża i  dzięki temu odmieni ich los. Organizacja ta czerpie ogromne zyski z aranżowania małżeństw, a kobiety trafiają w bardzo różne miejsca i do bardzo różnych rodzin. Często są kolejnymi żonami, bo choć poligamia jest w Turcji zakazana, związki te zawiera się pod płaszczykiem obrzędu religijnego. Jednym słowem mężczyzna ma jedną legalną żonę i kilka konkubin, zaślubionych mu jedynie przed kapłanem. Kobietom tym nie przysługują żadne prawa i narażona są na liczne niebezpieczeństwa. Ale nikt o to nie dba, bo na Bliskim Wschodzie kobieta jest nikim. Jest jak cień.

Na Bliskim Wschodzie kobiety są wykorzystywane, oczerniane i niszczone. Kobiety w swoim normalnym życiu narażone są na przemoc i wiele innych niebezpieczeństw, więc kiedy spotyka je to w obozach, traktują to niestety jako coś normalnego. A ze względu na ekstremalne warunki, które tam panują, jeszcze częściej stają się ofiarami przemocy i gwałtów ze strony handlarzy ludźmi i innych przestępców.

 

Soraya została w powieści tak barwnie i wiarygodnie opisana, że ma się wrażenie, jakby istniała naprawdę. Czy stworzyłaś jej postać w oparciu o historie prawdziwych kobiet?

Pomysł na napisanie „Sorayi” zrodził się w mojej głowie, kiedy usłyszałam pewne zdanie wypowiedziane przez syryjską imigrantkę. Powiedziała mi, że musiała wyjść za mąż, żeby wyrwać się z obozu. Ale tworząc postać głównej bohaterki, miałam w pamięci tysiące innych dramatycznych życiorysów. W Turcji żyje tysiące takich dziewcząt jak Soraya.

 

Ponad połowa uchodźców z Syrii mieszka w obozach w Turcji. Twój kraj wydaje się niezwykle gościnny w stosunku do uchodźców, a z drugiej strony dramatyczne warunki w obozach jasno pokazują, że Turcja nie jest gotowa na przyjęcie takiej liczby imigrantów i nie potrafi zapewnić im godnego życia. Jak myślisz, dlaczego twój kraj tak chętnie przyjął uchodźców, a potem tak szybko o nich zapomniał?

Uważam, że polityka otwartych drzwi uprawiana przez turecki rząd nigdy nie była prowadzona racjonalnie. Od początku wszyscy liczyli się z tym, że uchodźcy będą cierpieli. Przybywający do Turcji Syryjczycy często nie trafiali do żadnych spisów, bo rząd nie chciał brać za nich odpowiedzialności. Erdoğan przyjął rolę bliskowschodniego lidera, którym nigdy nie był i być nie potrafi. W następstwie tych działań mamy teraz w Turcji miliony zdesperowanych ludzi bez przyszłości, których nie obejmuje żadna kontrola.

Poza tym Turcja, o czym przekonaliśmy się całkiem niedawno, traktuje uchodźców jak kartę przetargową w kontaktach z Europą. Jeżeli stosunki między Turcją i Unią Europejską się pogorszą, Turcja przymknie oko na przedostających się do Europy uchodźców.

 

Czy pisząc „Sorayę”, miałaś w głowie jakiś cel, który chciałaś dzięki niej osiągnąć?

Tworząc tę książkę, nie miałam na myśli żadnej konkretnej wiadomości, którą chciałabym przekazać czytelnikom – ona cała jest jedną wielką wiadomością. Postanowiłam napisać prawdę, bo wierzę, że prawda zawsze się obroni i wcześniej czy później przeniknie do ludzkich umysłów. Napisałam tę książkę w kraju, który z każdym dniem coraz bardziej zamyka się na świat, ale moja powieść przekroczyła granice i zdobyła publiczność na całym świecie. Mimo że „Soraya” to zamknięta całość, historie w niej zawarte zaczynają żyć własnym życiem i mam nadzieję, że skłonią do myślenia ludzi na całym świecie.

 

Z jaką reakcją na swoją książkę spotkałaś się w Turcji?

Usłyszałam wiele miłych i szczerych słów od moich czytelników. Oprócz tego, że komentowali fabułę, zwrócili także uwagę na styl i język, którym się posługuję. Były to bardzo pozytywne opinie, które mi schlebiły i bardzo ucieszyły. To, co mnie zaskoczyło, to powtarzające się opinie, że czytając „Sorayę” ludzie czuli się, jakby oglądali film. Nie był to zamierzony zabieg, ale najwyraźniej mam taką umiejętność.

 

Słyszałam, że pojawiły się nawet plany ekranizacji „Sorayi”.

Na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie w 2016 roku „Soraya” znalazła się wśród 11 książek z całego świata, które sugerowane były jako pomysły na scenariusze filmowe. Zgłosiło się do mnie kilku producentów, ale żaden z pomysłów nie oddawał moim zdaniem ducha książki. Nie mam więc podpisanej jeszcze żadnej umowy, ale rozmowy trwają.

 

„Soraya” to twoja debiutancka powieść, ale wiem, że ukończyłaś już kolejną. Czy możesz coś nam o niej opowiedzieć?

W nowej powieści, „Iris”, opisałam życie młodej kobiety, która miotając się w nieszczęśliwym małżeństwie i wiodąc smutne życie w zatłoczonej metropolii wpada w objęcia Państwa Islamskiego. Jako dziecko Iris została zgwałcona i od tamtej pory uparcie dążyła do autodestrukcji.

Powieść rozpoczyna się sceną, w której świeżo poślubiona Iris widzi w oświetlonym na czerwono oknie naprzeciwko swojego mieszkania parę uprawiającą seks. Im dłużej się im przygląda, tym bardziej nabiera przekonania, że zna skądś mężczyznę z czerwonego pokoju. Akcja cofa się o dwa lata, ale więcej nie chcę wam zdradzać. Na czytelników tej powieści czeka bowiem wiele niespodzianek.

 

Z Meltem Yilmaz rozmawiała Zofia Zaremba.

 

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji ?
Zrobisz to wypełniając poniższy formularz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *