Processed with VSCO with hb1 preset

Cool kids can’t die!

„Jeśli ktoś ocenia twoją drogę, pożycz mu własne buty” – cytuje Claudia Kowalewska. Jej bloga „Pochłoniętą”, postrzegam jako taką właśnie wypożyczalnię. Świadomość, tak jak buty, potrafi uwierać.

 

Studentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Przyszła pani ginekolog (najprawdopodobniej). W szpitalu bywa regularnie, raz na dwa tygodnie. Nie w celach edukacyjnych. Jest pacjentką.

– Na początku choroby miałam dość szpitali, ale po pewnym czasie zrozumiałam, że to nie może mnie zniechęcić, a wręcz przeciwnie – chcę, żeby to była dla mnie lekcja, która sprawi, że będę lepszym lekarzem – mówi Claudia Kowalewska.

O tym marzyła i marzy nadal. Na co dzień wystarczy jej spacer – taki bez konieczności odpoczywania co kilka kroków. Chciałaby też mieć siłę na samodzielne przygotowanie w kuchni kanapki czy przemeblowanie w szafie. Cieszą ją króciutkie rzęsy i meszek na głowie. To małe rzeczy, dla niej jednak wielkie.

W czerwcu usłyszała, że ma chłoniaka Hodgkina.

Diagnoza i co to za choroba?

Niecały rok temu wyczuła niewielkie wybrzuszenie na wysokości klatki piersiowej. Myślała, że to kontuzja, ot, przesadziła na siłowni i naciągnęła sobie przyczep mięśnia piersiowego. Zrobiła jednak USG. Niedługo później usłyszała: „To chłoniak.” Wtedy inne elementy układanki wskoczyły na miejsce. Dwumiesięczny kaszel. Przemożne zmęczenie. Ból w okolicy mostka, pojawiający się, gdy napiła się czegoś z procentami – tak charakterystyczny, a jednak bagatelizowany przez niektórych lekarzy, u których go zgłaszała. Zaczęła szukać informacji. Co to za choroba? Czy będę wymiotować? Czy będę mogła mieć dzieci? Czy da się to wyleczyć? Pisała do znajomych, czytała podręczniki.

Pytam Claudię, czy mając nowotwór, choćby i uleczalny, tak jak w jej przypadku, częściej myśli się o życiu czy o śmierci. Odpowiada krótko: O życiu.

Bad hair day

Końcówka roku 2010. 15-letnia Claudia ma za sobą debiut w modelingu. Dwa miesiące wcześniej, we wrześniu, bierze udział w polskiej edycji prestiżowego konkursu organizowanego przez światową agencję modelek Elite Model Look. Na wybiegu towarzyszy jej wówczas 21 dziewczyn. Gimnazjalistka trafia do finałowej szóstki, a stamtąd prosto na podium: wygraną ma właściwie w kieszeni. O ostatecznym wyniku przesądzają jednak jej zbyt delikatne rysy twarzy: Claudia zajmuje w konkursie II miejsce. W salonach prasowych ukazuje się październikowe wydanie miesięcznika „Twój Styl”. W środku zdjęcie Claudii – w towarzystwie Ireny Eris i modelek. W grudniu dziennikarka regionalnego tygodnika „Kuriera Iławskiego” pyta:

– Gdyby powiedziano ci, że masz z dnia na dzień obciąć włosy, które są twoim atutem, co byś zrobiła?

– Jeśli kazaliby mi to zrobić dla „Twojego Stylu”, to bym się nie zgodziła, ale jeśli miałoby to być na okładkę „Vogue’a”, obcięłabym się nawet na łyso! – żartuje nastolatka.

Półmetek 2016 roku. Iława na Mazurach, rodzinny dom Claudii. Zaufana fryzjerka tnie nożyczkami długie pasma włosów. Wszystkie trzy panie – Claudia, jej mama i fryzjerka – toną we łzach. Później Claudia powie, że decyzja o zmianie fryzury miała psychologiczne podłoże – kępki krótkich włosków zalegające w łazience lub w pokoju mniej rzucają się w oczy niż te kilkunastocentymetrowe. Sprawiają wrażenie, że nie ma ich tak dużo. Mniej bolą. 14 listopada studentka prosi mamę: „zgól mi włosy”. Podczas strzyżenia unika zerkania jej w oczy. Tak broni się przed emocjami. Efekt ją zaskakuje. Robi makijaż, a następnie wrzuca na Instagram zdjęcie, opatrując je dopiskiem: bad hair day.

Podbija serca obserwujących i czytelników. W lutym, kiedy się z nią kontaktuję, zarówno na Instagramie, jak i na Facebooku ma ich już ponad 8 tysięcy. Oczarowani jej postawą, jeden przez drugiego prześcigają się w komplementach. Piękna. Silna. Niesamowita.

– Co czujesz, gdy ktoś chwali twoją urodę? Czy komplementy, które w normalnych sytuacjach poprawiają humor, teraz, wobec choroby, nie wkurzają? – pytam Claudię, a ona odpowiada: – Jest mi po prostu miło, każdy komplement podnosi mnie na duchu. Nie doświadczam takich momentów, że nie mam ochoty spoglądać w lustro. Świetnie się czuję w swoim ciele, a to, że nie mam włosów, to, jak po fakcie się okazało, pikuś. Bardzo mi się spodobał mój nowy image – wyznaje Claudia. Akceptacją uderza w chłoniaka. Nie udaje, że poszło gładko. Nie widzi powodu, dla którego miałaby to robić.

Szpital

Lipiec. Centrum Onkologii w Warszawie. Cykl wlewu chemii – pierwszy z ośmiu. (…) Siedziałam z zegarkiem i czekałam na moment kiedy zacznę wymiotować. Siedziałam przez całe 3 godziny i spisywałam na telefonie notatkę: „13:45, chemia leci od 20 minut, nie jest mi niedobrze” – tak Claudia wspomina ten dzień na blogu. Torsje – to właśnie było jej pierwsze skojarzenie po usłyszeniu diagnozy. Chociaż podczas pierwszej chemii los oszczędza jej nieprzyjemnych efektów ze strony przewodu pokarmowego, później jest już tylko gorzej. Choroba i leczenie z nią związane dają się we znaki. Nie chcąc dokładać rodzinie zmartwień, często wiele dusi w sobie. W sieci pisze o syndromie bohatera. To powszechne zjawisko – człowiek ma skłonność do udowadniania, że da radę, wbrew wszelkim przeciwnościom. Jeśli nie on, to kto? Claudia tłumaczy, że nie warto pozwolić sobie na takie mydlenie oczu. Osoba chora potrzebuje czasami kogoś, kto przy niej posiedzi, kto ją wysłucha, potrząśnie nią; kto ogarnie wszystko „na trzeźwo” zamiast rzucać pustym, choć pocieszającym: „będzie dobrze”. A o czym rozmawiają ze sobą pacjenci na oddziale lub w kolejce do lekarza?

– Często jest to wymiana informacji, ale zdarzają się też opowieści z życia, nawet nie tego „onkologicznego”. Nigdy – podkreśla Claudia – nie widziałam w szpitalu czy przychodni onkologicznej kogoś, kto by płakał. Przeświadczenie, że na onkologii cierpienie czuć w powietrzu, jest po prostu złe.

– Patrzysz na siebie poprzez pryzmat osób zdrowych i swojego stanu sprzed choroby, czy przez pryzmat innych pacjentów?

– Staram się patrzeć na siebie tak, jak kiedyś, ale nie zapominam o tym, że mogło być gorzej. Kiedy widzę kogoś nieuleczalnie chorego, staram się mu pomóc: przekazuję informacje, które uzyskałam na studiach czy znalazłam w necie i w książkach – wymienia. – Mnie jest łatwiej pozytywnie podejść do choroby dzięki temu, że mam dobre rokowania – staram się tą pozytywną energię przekazywać.

Czy w słowniku Claudii jest miejsce na „zwątpienie”? Tak. Zdarzają się momenty, w których łapie doła, ale to są jednostkowe sytuacje.

23 stycznia udostępnia na profilu zdjęcie z oddziału. Siedzi na łóżku, odwrócona plecami do aparatu. Ma na sobie bluzę z napisem: Cool kids can’t die.

 

Pochłonięta

– O chorobie Claudii dowiedziałem się w październiku. Nieco później ogłosiła na swoim Instagramie chęć stworzenia bloga i napisała, że szuka osoby, która będzie umiała się tym profesjonalnie zająć. Studiuję informatykę, nie zastanawiałem się ani sekundy – opowiada Maciej Miśkiewicz, który wspomaga Claudię w kwestiach technicznych, merytorycznych oraz wizerunkowych jej bloga.

– Nigdy nie chciałam ukrywać faktu, że jestem chora. Kiedyś na ulicy nie było widać kobiet bez włosów lub w chustkach, teraz? Teraz choroba zaczyna być traktowana jak normalna część życia – tłumaczy Claudia, wskazując, że choć blog obnaża ją z prywatności, jest to konieczne. – Chcę pomóc innym ludziom swoim własnym doświadczeniem i żeby to zrobić muszę wpuścić ich w swoje życie prywatne.

– Czy sądzisz, że nowotwór może mieć sens? – pytam Maćka.

– Żadna choroba nie ma sensu. Niejeden wieczór czy noc spędziłem płacząc w poduszkę, pytając: Dlaczego Claudia? Przecież nic złego nie zrobiła. Nikt na to nie zasługuje. Oczywiście, często choroba usuwa ludziom „klapki” z oczu, uczy bardziej doceniać swoje życie, ale to drastyczna metoda.

Na filmie, który wstawili na YouTube, Claudia wyznaje z rozbrajającą szczerością: – Zawsze byłam takim siusiumajtkiem(…) teraz boję się tylko węży – śmieje się. – To wzajemne nakręcanie się – mówi o relacji z czytelnikami.

W komentarzach głosy wsparcia, pocieszenia. Ktoś o pseudonimie M.S pisze: Czekam na post „WYGRAŁAM”.

 Autorka reportażu: Dominika Gnacek

 

 

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji ?
Zrobisz to wypełniając poniższy formularz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *